sobota, 25 maja 2013

Rozdział 5

   To ciekawe, jak człowiek potrafi dokonać takich zmian w tak krótkim czasie. Mowa o mnie. Zdziczałej nastolatce, która nie ogarnia już swojego otoczenia, w którym żyła od dziecka. Dotychczas uważałam przyjaźń moją, Molly i Kateriny za wieczną.. No.. Friends Forever. Niestety skończyło się to szybciej niż myślałam. W ciągu miesiąca przemieniłam się w grzeczną dziewczynkę pod nadzorem starszego braciszka. Ojciec ciągle przebywa w klinice. Przepraszam, przebywał. W czasie pobytu w tym budynku zaczął nieźle świrować. Uznał, że widzi żonę wśród pielęgniarek, więc lekarze, za naszą zgodą, przenieśli go do szpitala psychiatrycznego. I to chyba na oddział specjalny, o ile taki istnieje. Przez ten cały miesiąc nie zamieniłam więcej słowa z dawnymi przyjaciółkami, a Katy bała się mnie zbyt bardzo, żebyśmy mogły chociażby pogadać. Fakt, że byłam agresywna, ale to się zmieniło. A przynajmniej tak wyglądałam w oczach mojego brata i Lexi.  W rzeczywistości pozostałam sobą. Tyle tylko, że ubieram się tak, jak karze mi brat, uczę się lepiej, chodzę po lekcjach na dodatkowe zajęcia. Co do ostatniej rzeczy.. No tak nie do końca chodzę. Zamiast tego chodzę do przyjaciela Stefana, który mnie kryje. Oczywiście, że wylewam na niego swoje żale, ale w końcu to mój przyjaciel. No.. Nie do końca. Przy ostatnim spotkaniu trochę porwały nas emocję i pocałowaliśmy się. Cieszę się, bo nareszcie doświadczyłam tego. Zawsze bałam się, że nic z moich związków nie wyjdzie, z powodu głupiego pocałunku. Ale proszę, Matt pokazał, że nie mam czego się obawiać. W razie co zawsze mogę z nim poćwiczyć. Jego słowa, nie moje.
___

-Bonnie, bo się spóźnisz!- Lexi dosłownie wydziera się za drzwiami łazienki.
-Moment.- odpowiadam kremując twarz.
Po pięciu minutach wychodzę z łazienki, a Lexi mierzy mnie tylko wzrokiem. Czuję, że jest wściekła. Jednak staram się ignorować jej zachowanie. Dziewczyna bezradnie kręci głową, a po chwili znika za drzwiami łazienki. Zawsze mi wybacza, to i tak będzie tym razem.
   Po chwili odpycham od siebie wszystkie niepotrzebne myśli i zaczynam się szybko ubierać. Do dzwonka zostało dziesięć minut, a ja mam do pokonania pół kilometra. A jeszcze śniadanie..
   Ryzykuję szybkim wyjściem przez drzwi frontowe. To jedyne wyjście, aby zdążyć. Ale jest mój kochany braciszek.
- A ty dokąd? Śniadanie, skarbie.- zaśmiał się złośliwie.
-Nie. Wychodzę z domu, bo się spóźnię.- odpowiedziałam obojętnie, ale w duchu ostrzegałam go przede mną.
-Masz. Kup sobie coś.- uśmiechnął się dając mi pieniądze.
-Um.. Dzięki.- uśmiecham się.
Wychodzę z domu i wyciągam telefon. Podłączam słuchawki i wkładam z powrotem do kieszeni. Rozbrzmiewa piosenka DNA Little Mix. Wspaniały głos Perrie.. Czemu ja nie mogę zostać piosenkarką? Może traktowaliby mnie bardziej poważnie. "Breath Away..", słyszę. Nagle przewracam się na chodnik. Nie wiem co lub kto mi to zrobił, ale za to zapłaci.
-Hej!- wydzieram się.- Uważaj, kurwa, jak chodzisz!
-Um.. Bonnie. Wstań.- cichy męski głos dochodzi do mnie jakby z oddali. W rzeczywistości chłopak stoi tuż nade mną.
-Matt..?- robię się cała czerwona na twarzy, ale po chwili wstaję, oczywiście z jego pomocą.- Co tu robisz? Masz lekcje później.
-Tak. Ale chciałem się z tobą spotkać, Bonnie.- uśmiecha się.
Jego głębokie spojrzenie sparaliżowało mnie.
-To.. To świetnie.- Ledwie mogę z siebie wydusić sensowne zdanie.
Chłopak natychmiast widzi zakłopotanie, które maluje się na mojej twarzy. Lekko przyciąga mnie do siebie i delikatnie całuje. Ta delikatność po chwili przechodzi w namiętność.
-Chodź.- powiedział, gdy oderwaliśmy się od siebie.
Chwyta mnie za rękę, po czym prowadzi gdzieś do parku.
-Co my tu robimy?- pytam rozglądając się dookoła. Nie ma tu nic więcej oprócz starej ławeczki i małego stawku. Poza tym jest jeszcze stara płacząca wierzba. Całą tą polanę osłaniają drzewa.
-To moje ulubione miejsce w tym parku.- uśmiecha się siadając na ławce. Następnie sadza mnie sobie na kolanach.
-Fajnie tu.. Ale zaraz będą lekcje, Matt. Muszę iść.- robię smutną minę, bo naprawdę chciałabym tu zostać.
-Olej to.- całuje moją szyję.
-Nie mogę.. Obiecałam Stefanowi.
-Um.. Ze Stefciem będzie ciężko cokolwiek zrobić, więc chyba masz rację.- wstaje i chwyta mnie mocno za rękę.- Odprowadzę cię, w takim razie.
Pięć minut później jesteśmy pod szkołą. Wcale tu nie chcę być.
-Do zobaczenia po szkole, Bonnie.- uśmiecha się, po czym całuje mnie.
-Pa.
___

-Cześć, Katy.- kiwam do niej, lecz ona ignoruje mnie.-Zaczekaj!
Katy zatrzymuje się i mierzy mnie lodowatym wzrokiem.
-Odsuń się, Thomson.- odpowiada chłodno.
-Sama tego chciałaś, suko.- warczę.
-Niby czego?- pokazuje swoją odwagę słowami, ale ciekawe, czy będzie umiała być taką odważną, gdy dojdzie do bójki.
-Radzę ci uważać, Adams.
-Jasne.- kpi.
W okół nas robi się duże zgromadzenie uczniów, którzy co chwilę przenoszą wzrok ze mnie na nią i odwrotnie. Wszyscy wiedzą, jak to może się skończyć.
-Nie wkurzaj mnie.- praktycznie zaczynam krzyczeć.
-Bo co?! Bo się poryczysz?- wszyscy są zdziwieni zachowaniem Katy, ale ja skupiam się teraz na własnej energii.
Rzucam torbę na podłogę i podwijam rękawy. Katy zaczyna się cofać ze strachem wymalowanym na twarzy. Jednak tłum nastolatków chce zobaczyć wojnę. To ją zobaczy.
-I co..? Boisz się?! Już tchórzysz?- kpię.
-Nie.- odpowiada z niepewnością, a w jej głosie słychać też nutę strachu.
-No to zobaczmy na ile cię stać!- krzyczę, po czym zaczynam biec w jej kierunku. Dziewczyna pragnie się teraz wydrzeć przez tłum, ale grupka chłopaków jej na to nie pozwala. Prawdopodobnie są po mojej stronie.
-Nie rób tego.- błaga mnie.
-Sama się o to prosisz, suko.- śmieję się, a po chwili rzucam się na nią z pięściami.
Po pięciu minutach przestaję. Katy wygląda, jakby przejechał ją samochód, albo podeptał tłum zdziczałych ludzi. Wstaję i zabieram torbę. Adams jest cała we krwi i w ogóle nie przypomina dawnej siebie. Jestem zadowolona. Grupka chłopaków, która przedtem tarasowała ucieczkę Katy podeszła do mnie.
-Yo, Thomson.- uśmiecha się.
-Siema, bro.- przybijam z nim piątkę.
-Nieźle radzisz sobie z biciem.- mruga do mnie.
-Dzięki.-śmieję się.
-Chłopaki.. Idźcie na chwilę. Zaraz przyjdę.
-Czemu to zrobiłeś?- uśmiecham się złośliwie.
-Bonnie.- śmieje się.- Chcę, żebyś została częścią naszej paczki.
-A oprócz was jest jeszcze..?
-Samantha.
-Sam.- odwracamy się gwałtownie i patrzymy w kierunku blond dziewczyny.
-Siema, Sam.- mówimy niemal równocześnie.
-Cześć, Robert. Ale ciebie nie znam.- uśmiecha się.
-Jestem Bonnie.
-W takim razie cześć i witaj w paczce Bonnie.- mówi, po czym odchodzi.
-Nie ma to jak konkretna Sam.- śmieje się.
-Ej, masz na imię Robert?
-Tak.- uśmiecha się łobuzersko.
-Wolę mówić bro.
-Jak chcesz.- uśmiecha się, po czym odchodzi.
Może jednak mam jeszcze coś do powiedzenia w tej szkole. Tak. Zyskałam nowych przyjaciół i chłopaka. Chociaż nie wiem, czy jesteśmy razem. Nieważne. Chcę z nim chodzić, a on zapewne ze mną.
   Przemierzam cicho korytarz, aby dotrzeć na biologię. Profesorka obiecała nam, że będą żaby. Fuu! No ale co zrobić.. Skręcam w następny korytarz, po czym otwieram drzwi sali od biologii. Nauczycielka patrzy na mnie z pełnym zdziwieniem. Uczniów jest trzech.
-Co ty tu robisz, panienko Thomson?- pyta ze zdziwieniem.
-To dziś nie biologia?- moje zdziwienie jest jeszcze większe od niej.
-Dopiero jutro.
-Mhm.. W takim razie do widzenia, pani psor.- odpowiadam szybko wychodząc.
Nawet nie zawracam sobie głowy przechodzącymi obok Kateriny i Molly. Szepczą coś między sobą, a ja tylko kręcę głową i się od nich odwracam.
- Czego wy kurwa chcecie? Nie macie własnego życia, że wpierdalacie się w moje?- złość piękności szkodzi, tyle że ja nigdy tej piękności nie posiadałam.
-Niczego. Słyszałam, że zaczęłaś się puszczać z Mattem i z Robertem.  Niedługo dostaniesz statuetkę za jak największą liczbę zaliczonych w tydzień.- śmieje się Kat.
-Spierdalaj.- rzucam lekceważąco w jej stronę, po czym obracam się i idę w kierunku wyjścia.
Napotykam na swojej drodze dwie małe przeszkody. Jedną jest Stefan, a drugą, o mój Boże, Matt.
Podchodzę. W duchu modlę się o to, by Stefan przyniósł mi tylko śniadanie, a Matt palnął coś głupiego, jak zwykle.
-Um.. Hej. Co wy tu robicie?- pytam zdziwiona.
-Ty mi powiedz. Widać tylko ja nie wiem, co się dzieje między tobą a moim kumplem.- Stefan krzyżuje ręce na piersi.
-Absolutnie nic.- odpowiadam od razu.
-Absolutnie nic?- pyta.- A to dziwne.. Kevin widział was, jak się całowaliście. Dziś. Przed szkołą..
-Tak, jasne. A ja widziałam, jak meteoryt pierdolnął w ziemię. Zastanów się, debilu. Po co mielibyśmy się całować?- pytam z lekkim sarkazmem.
-Okej. Jasne. Niby mam uwierzyć? Zbyt dużo spraw spierdalasz, Bonnie.
-Co to ma znaczyć?- podwijam rękawy.
-Wynosisz się dziś z domu.

~~
Przepraszam was, że tak długo nie pojawiał się nowy rozdział. Zabrano mi laptopa i nie miałam jak dokończyć. Dopiero dziś skończyłam rozdział. Nadal nie mam lapka, a piszę na o wiele, wiele gorszym kompie. W związku, iż nie mam laptopa.. Rozdziały będą się pojawiał rzadziej + Nie poprawiłam rozdziału, więc trochę jest błędów, zwłaszcza tych związanych z pisaniem w czasie przeszłym i teraźniejszym. Z góry przepraszam. :)

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4

   O Boże! Jak się cieszę.. Nareszcie piątek i będę mogła gdzieś wyjść. Stefan nie odzywa się do mnie. W ogóle nie wiem o co mu chodzi. Cóż, jedynym pocieszającym faktem jest spotkanie z Katy zaraz po szkole. Nie będę ukrywać radości, bo w końcu może zacznie się układać. Moje życie to pasmo ciągłych niepowodzeń. Tata przeżywa załamanie nerwowe, Stefan ma focha, Molly i Katerina się zgadały przeciwko mnie, a do tego dochodzą jeszcze dwie ciocie, które non stop się kłócą, i Lexi. No właśnie.. Lexi ostatnio u nas pomieszkuje, co bardzo mnie wnerwia. W nocy tylko słyszę jak gadają o swoich uczuciach, a w dzień ta dziewczyna zamęcza mnie swoimi problemami, bo twierdzi, że potrzeba mi koleżanki. Jeszcze niedługo koniec wakacji! Miałam jechać na jakiś obóz sportowy, ale niestety brak kasy kopie nas w tyłek.

___

-Bonnie!- słyszę piskliwy głosik Lexi dochodzący z kuchni. Jak zawsze wie, kiedy mnie zawołać.
Wywracam oczami i zmierzam w kierunku kuchni. Nie pozawalam sobie na jakiekolwiek przywitanie jej.
-Słucham?- mówię wściekle.
-Nie ważne.- Lexi wyraźnie ma dosyć moich humorów, z powodu czego wymyka mi się złośliwy uśmieszek.
-Mów co chciałaś..- ponaglam.
-Weź to i zejdź z moich oczu.- wręcza mi kawę i tosty.
-Jestem tylko o rok młodsza od ciebie, a zachowujesz się, jakbyś była moją matką.. A przypominam ci, że nią nie jesteś!- warczę i podchodzę do stołu, po czym siadam na krześle.
-Wiesz jaki jest twój problem?- krzyżuje ręce na piersi.- Nie potrafisz pojąc, dlaczego wszyscy dookoła się od ciebie odwracają.
Wywracam oczami po raz setny dzisiaj i podchodzę do niej wskazując na nią palcem.
-Nie będziesz mi rozkazywać. Wiesz, tak w ogóle, nie słucham się szmat.
-Co powiedziałaś?- chwyta mnie za nadgarstek.
-Słyszałaś.. Ou.. Przykro ci?- śmieję się.
W tym momencie coś pęka w Lexi i daje mi w twarz. No.. Tego bym się po niej nie spodziewała. Cóż, myślałam, że zacznie mi coś wytykać, ale uderzenie to lekka przesada.
-Au!- krzyczę, a łzy spływają po moich policzkach.
Słyszę jak Stefan zbiega z góry.
-Co jest?- patrzy na mnie, a potem na nią.- Lexi, Bonnie..?
-Ona mnie uderzyła, bo powiedziałam, że nie jest moją matką.- trzymam płonący policzek ręką.
-Lexi?- Stefan nie okazuje litości i patrzy na nią z gniewem w oczach.
-Nie wiem.. Ja.. To była chwila, a ona nazwała mnie.. szmatą.- popłakała się wychodząc z pomieszczenia.
Stefan podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Najwyraźniej Lexi jest wprawiona w zadawaniu bólu.
-Nic ci nie jest?- przytula mnie.
-Nie.
-Nie powinienem był akceptować jej w tym domu. Nie będzie dłużej tu mieszkać.- wzdycha i wychodzi, a ja znów zostaję sama.

___

-Bonnie!- słyszę swoje imię gdzieś daleko. Nie jestem w realnym świecie. Ja znajduję się w swoim..
-Bonnie!- krzyk powstrzymuje mnie od myślenia o tym całym gównie. To Brad. Świetnie, jeszcze jego mi trzeba.
-Słucham?- pytam poirytowana.
-Chciałem zapytać, czy się zastanowiłaś i..
-Brad, nie.- odpowiadam.
-To fajnie, wpadnę po ciebie o.. Czekaj, co?
-Powiedziałam nie, Bradley.
-Bonnie.- śmieje się nerwowo.- Nie możesz mnie spławić.
-Nie? To patrz..- uśmiecham się i odchodzę.
Czuję na sobie ciężki wzrok przepełniony gniewem i.. bólem. Nie mogę iść na imprezę z nim.. W ogóle nie pójdę.
   Pospiesznie wchodzę do klasy i siadam na miejscu.
-O!- złośliwy uśmiech panny Carter, profesorki od angielskiego.- Kogo do nas przywiało? Dawno nie gościłaś na mojej lekcji, Bonnie.. Thomson.
-Pani Carter.. Niech pani zaczyna, do jasnej cholery, lekcje, zamiast prawić mi kazania.- wywracam oczami, a żałosna dupa Carter znika mi z oczu.
-Bonnie.- cichy szept.
-Czego?
Jakiś chłopak podaje mi karteczkę.
Jesteś żałosną dziwką, Bonnie Thomson. Może liczysz na błogosławienie z mojej i Kat strony. Mylisz się, Thomson. Popisy sobie daruj, bo to, co z tobą zrobimy, będzie o wiele.. wiele gorsze. Twoja kochana Molly. Giń suko. -.-, czytam. A kto nie inny jak ta szmata. Wstaję z ławki na co natychmiast reaguje pani Carter, a oczy innych ludzi skierowane są na mnie.
-Dokąd się wybierasz, moja panno?- wskazuje na miejsce, z którego wstałam.
-To zajmie tylko chwileczkę. Moja koleżanka rzuca mi groźby i oszczerstwa. Muszę się z tym uporać.- uśmiecham się sarkastycznie.- Molly, wstawaj. Twoja tania dupa oberwie!
Molly wstaje i natychmiast podchodzi. Haha.. Ta żałosna cipa myśli, że mnie pokona? Zobaczymy.
-Tylko na tyle cię stać, Henderson?- pluję jej w twarz.
Molly wymierza mi cios, którego unikam. Natomiast dostaje ode mnie bolesnego kopniaka w piszczel oraz spoliczkowanie. Nie mia za co Molls.
-Pierdol się.- rzuca w moją stronę, pocierając policzek.
-Nie odpowiem, bo zniżę się do twojego poziomu.
-Natychmiast do dyrektora, Thomson, Henderson!- patrzy na nas oszołomiona Carter. Lecz po chwili jej twarz znów objęta jest ścisłą ochroną złości.
   Przemierzamy w ciszy korytarze. Molly utyka, dyskretnie ocierając łzy. Wiem, że nie było to mądre posunięcie, ale musiałam odpowiedzieć. Nie mogę być wiecznie obrzucana ich atakami.
   Nagle Molly osuwa się na podłogę, sycząc z bólu.
-Wstawaj, Henderson.- warczę, idąc dalej.
-Chyba złamałaś mi nogę, idiotko!- odpowiada, wstając.
Wzruszam ramionami i otwieram drzwi gabinetu pana Petrovy. Nie będzie zadowolony na nasz widok..
-Dzień dobry, młode damy. W czymś mogę pomóc?- uśmiecha się wskazując dwa fotele przy biurku.
-Profesorka Carter nas tu wysłała, panie dyrektorze.- Molly stara się ukryć ból na twarzy, ale marnie jej to wychodzi.
Dyrektor blednie na całej twarzy i nabiera surowego wyrazu. Oczy płoną gniewem. Zazwyczaj Carter wysyła do niego tylko osoby przeklinające, czy walczące po środku klasy. My zrobiłyśmy obie te czynności.
-Zakładam, że to nic miłego.- wzdycha.
___

-Dzień dobry, dyrektorze.- słyszę głos mojego brata wymieszany z głosem mamy Molly.
-Wulgaryzm, pobicie.. Cztery tygodnie kozy i dodatkowo sprzątanie łazienek.
Stefan kręci głową, matka Molly prawie zapada się pod ziemię, a dyrektor patrzy na nas smutnym wzrokiem.
-Mogę zabrać Bonnie?
-Jasne..
Zza Stefana wyłania się Lexi i zatrzymuje go chwytając za rękę.
-Idź, ja z nią porozmawiam.- uśmiecha się.
Teraz jestem jej bardzo wdzięczna, tylko nie wiem, co ona tu robi. Nieważne. Ratuje mi tyłek. Myślę, że zacznę z nią wszystko od nowa.
   Wychodzimy na korytarz. Z twarzy dziewczyny nie da się nic wyczytać. Zero emocji.
-Czemu to zrobiłaś?- słyszę.
-Popatrz.- daję jej przeczytać karteczkę od Molly.
Po dłuższym czasie oddaje mi z powrotem świstek, po czym uśmiecha się.
-Rozumiem skąd się u ciebie wzięło tyle złości. Stefan nieźle się wściekł, ale udało mi się go uspokoić. A tak a propos.. Pogodziliśmy się.
-Przepraszam cię, Lexi. Robisz dla mnie tyle rzeczy, a ja zachowuję się jak suka.- rzucam się w ramiona dziewczyny. Po chwili razem się śmiejąc, idziemy ku wyjściu ze szkoły.
-Zaczynamy wszystko od nowa, tak?- pyta, trzymając się za brzuch.
-Oczywiście.- uśmiecham sie.
-Co wam tak wesoło?- wcina się głos Stefana. Czuję, że jest zły.
-Daj mu tę karteczkę od Molly..- dziewczyna ma teraz powagę wymalowaną na twarzy.
-I co? Nadal się wściekasz?- sprzedaję mu kuksańca w brzuch.
-Nie..- przyznaje Stefan.- Ale na przyszłość przyjdź z tym do mnie lub Lexi.
-Jasne.- kiwam głową ze zrozumieniem.
-Może pójdźmy na lody?- proponuje Lexi.


~~
Przepraszam, że tak długo pisałam ten rozdział, ale zaczęłam cierpieć na brak weny. :c 
Mam nadzieję, że wam się podoba. Pytanie z mojej strony : Co planują Kat i Molly? 
+ Wiem, że rozdział jest krótki, ale postaram się o dłuższe. :)