niedziela, 9 czerwca 2013

Heheszky ;D

Blog nadal pozostaje zawieszony, lecz tamten post z informacjami jest regularny, lecz może nastąpić przesunięcie terminu powstania nowego bloga z opowiadaniem :) 
Pozdrawiam :D

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Sorky.

Poprzedni post. Na razie zawieszam wszystkie blogi do odwołania. Dostałam karę, a rozdziały jakie może dodam, to chyba będą cudy. :c
+ Na razie przestałam kontynuować pisanie zapowiedzianego opowiadania, więc publikacja może trochę się opóźni. ;c
Bardzo was przepraszam i pozdrawiam. ;* :c

niedziela, 2 czerwca 2013

Przepraszam.

Cześć :c
Chciałaby wam tylko powiedzieć o dwóch, no ewentualnie trzech, rzeczach, które się pojawią.
Pierwsza jest taka, że zawieszam to opowiadanie z powodu braku czasu i pomysłów na kolejne rozdziały. Nie pojawiły się również komentarze na temat rozdziałów i ogólnie prowadzenia bloga. Więc stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie zawieszenie bloga. Jeżeli jednak znalazłyby się osoby, które lubią czytać to opowiadanie.. Zapraszam do komentowania tego posta ;)
Druga rzecz. Wznowiłam odpowiadanie o Oli i jestem mile zaskoczona tak dużą liczbą wejść :) Chciałabym wszystkim bardzo podziękować za to i powiedzieć, że rozdziały mogą się pojawiać bardzo rzadko na ten moment, ponieważ zbliża się koniec roku i to i owo chce się poprawić :D Prawdopodobnie dopiero w sierpniu ureguluje się dodawanie rozdziałów. Przez ten miesiąc mogę nic nie dodawać na bloga. Mam nadzieję, że wybaczycie :*
Trzeci rzecz. Pragnę was poinformować, że w drugiej połowie lipca powinno ruszyć nowe opowiadanie. Opowiadanie nie ma jeszcze tytułu, ale będzie to coś podobnego do jbff. Zdradzę tylko, że będzie porwanie pewnej dziewczyny przez Justina Biebera. W tej historii nie będzie on sławnym piosenkarzem, tylko bezuczuciowym dupkiem, nieczułym mordercą.  Zapraszam. Teraz jestem w połowie pisania drugiego rozdziału tej powieści, więc może już na początku lipca ukarze się pierwszy rozdział. ;)
Więc do widzenia? c :

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 5

   To ciekawe, jak człowiek potrafi dokonać takich zmian w tak krótkim czasie. Mowa o mnie. Zdziczałej nastolatce, która nie ogarnia już swojego otoczenia, w którym żyła od dziecka. Dotychczas uważałam przyjaźń moją, Molly i Kateriny za wieczną.. No.. Friends Forever. Niestety skończyło się to szybciej niż myślałam. W ciągu miesiąca przemieniłam się w grzeczną dziewczynkę pod nadzorem starszego braciszka. Ojciec ciągle przebywa w klinice. Przepraszam, przebywał. W czasie pobytu w tym budynku zaczął nieźle świrować. Uznał, że widzi żonę wśród pielęgniarek, więc lekarze, za naszą zgodą, przenieśli go do szpitala psychiatrycznego. I to chyba na oddział specjalny, o ile taki istnieje. Przez ten cały miesiąc nie zamieniłam więcej słowa z dawnymi przyjaciółkami, a Katy bała się mnie zbyt bardzo, żebyśmy mogły chociażby pogadać. Fakt, że byłam agresywna, ale to się zmieniło. A przynajmniej tak wyglądałam w oczach mojego brata i Lexi.  W rzeczywistości pozostałam sobą. Tyle tylko, że ubieram się tak, jak karze mi brat, uczę się lepiej, chodzę po lekcjach na dodatkowe zajęcia. Co do ostatniej rzeczy.. No tak nie do końca chodzę. Zamiast tego chodzę do przyjaciela Stefana, który mnie kryje. Oczywiście, że wylewam na niego swoje żale, ale w końcu to mój przyjaciel. No.. Nie do końca. Przy ostatnim spotkaniu trochę porwały nas emocję i pocałowaliśmy się. Cieszę się, bo nareszcie doświadczyłam tego. Zawsze bałam się, że nic z moich związków nie wyjdzie, z powodu głupiego pocałunku. Ale proszę, Matt pokazał, że nie mam czego się obawiać. W razie co zawsze mogę z nim poćwiczyć. Jego słowa, nie moje.
___

-Bonnie, bo się spóźnisz!- Lexi dosłownie wydziera się za drzwiami łazienki.
-Moment.- odpowiadam kremując twarz.
Po pięciu minutach wychodzę z łazienki, a Lexi mierzy mnie tylko wzrokiem. Czuję, że jest wściekła. Jednak staram się ignorować jej zachowanie. Dziewczyna bezradnie kręci głową, a po chwili znika za drzwiami łazienki. Zawsze mi wybacza, to i tak będzie tym razem.
   Po chwili odpycham od siebie wszystkie niepotrzebne myśli i zaczynam się szybko ubierać. Do dzwonka zostało dziesięć minut, a ja mam do pokonania pół kilometra. A jeszcze śniadanie..
   Ryzykuję szybkim wyjściem przez drzwi frontowe. To jedyne wyjście, aby zdążyć. Ale jest mój kochany braciszek.
- A ty dokąd? Śniadanie, skarbie.- zaśmiał się złośliwie.
-Nie. Wychodzę z domu, bo się spóźnię.- odpowiedziałam obojętnie, ale w duchu ostrzegałam go przede mną.
-Masz. Kup sobie coś.- uśmiechnął się dając mi pieniądze.
-Um.. Dzięki.- uśmiecham się.
Wychodzę z domu i wyciągam telefon. Podłączam słuchawki i wkładam z powrotem do kieszeni. Rozbrzmiewa piosenka DNA Little Mix. Wspaniały głos Perrie.. Czemu ja nie mogę zostać piosenkarką? Może traktowaliby mnie bardziej poważnie. "Breath Away..", słyszę. Nagle przewracam się na chodnik. Nie wiem co lub kto mi to zrobił, ale za to zapłaci.
-Hej!- wydzieram się.- Uważaj, kurwa, jak chodzisz!
-Um.. Bonnie. Wstań.- cichy męski głos dochodzi do mnie jakby z oddali. W rzeczywistości chłopak stoi tuż nade mną.
-Matt..?- robię się cała czerwona na twarzy, ale po chwili wstaję, oczywiście z jego pomocą.- Co tu robisz? Masz lekcje później.
-Tak. Ale chciałem się z tobą spotkać, Bonnie.- uśmiecha się.
Jego głębokie spojrzenie sparaliżowało mnie.
-To.. To świetnie.- Ledwie mogę z siebie wydusić sensowne zdanie.
Chłopak natychmiast widzi zakłopotanie, które maluje się na mojej twarzy. Lekko przyciąga mnie do siebie i delikatnie całuje. Ta delikatność po chwili przechodzi w namiętność.
-Chodź.- powiedział, gdy oderwaliśmy się od siebie.
Chwyta mnie za rękę, po czym prowadzi gdzieś do parku.
-Co my tu robimy?- pytam rozglądając się dookoła. Nie ma tu nic więcej oprócz starej ławeczki i małego stawku. Poza tym jest jeszcze stara płacząca wierzba. Całą tą polanę osłaniają drzewa.
-To moje ulubione miejsce w tym parku.- uśmiecha się siadając na ławce. Następnie sadza mnie sobie na kolanach.
-Fajnie tu.. Ale zaraz będą lekcje, Matt. Muszę iść.- robię smutną minę, bo naprawdę chciałabym tu zostać.
-Olej to.- całuje moją szyję.
-Nie mogę.. Obiecałam Stefanowi.
-Um.. Ze Stefciem będzie ciężko cokolwiek zrobić, więc chyba masz rację.- wstaje i chwyta mnie mocno za rękę.- Odprowadzę cię, w takim razie.
Pięć minut później jesteśmy pod szkołą. Wcale tu nie chcę być.
-Do zobaczenia po szkole, Bonnie.- uśmiecha się, po czym całuje mnie.
-Pa.
___

-Cześć, Katy.- kiwam do niej, lecz ona ignoruje mnie.-Zaczekaj!
Katy zatrzymuje się i mierzy mnie lodowatym wzrokiem.
-Odsuń się, Thomson.- odpowiada chłodno.
-Sama tego chciałaś, suko.- warczę.
-Niby czego?- pokazuje swoją odwagę słowami, ale ciekawe, czy będzie umiała być taką odważną, gdy dojdzie do bójki.
-Radzę ci uważać, Adams.
-Jasne.- kpi.
W okół nas robi się duże zgromadzenie uczniów, którzy co chwilę przenoszą wzrok ze mnie na nią i odwrotnie. Wszyscy wiedzą, jak to może się skończyć.
-Nie wkurzaj mnie.- praktycznie zaczynam krzyczeć.
-Bo co?! Bo się poryczysz?- wszyscy są zdziwieni zachowaniem Katy, ale ja skupiam się teraz na własnej energii.
Rzucam torbę na podłogę i podwijam rękawy. Katy zaczyna się cofać ze strachem wymalowanym na twarzy. Jednak tłum nastolatków chce zobaczyć wojnę. To ją zobaczy.
-I co..? Boisz się?! Już tchórzysz?- kpię.
-Nie.- odpowiada z niepewnością, a w jej głosie słychać też nutę strachu.
-No to zobaczmy na ile cię stać!- krzyczę, po czym zaczynam biec w jej kierunku. Dziewczyna pragnie się teraz wydrzeć przez tłum, ale grupka chłopaków jej na to nie pozwala. Prawdopodobnie są po mojej stronie.
-Nie rób tego.- błaga mnie.
-Sama się o to prosisz, suko.- śmieję się, a po chwili rzucam się na nią z pięściami.
Po pięciu minutach przestaję. Katy wygląda, jakby przejechał ją samochód, albo podeptał tłum zdziczałych ludzi. Wstaję i zabieram torbę. Adams jest cała we krwi i w ogóle nie przypomina dawnej siebie. Jestem zadowolona. Grupka chłopaków, która przedtem tarasowała ucieczkę Katy podeszła do mnie.
-Yo, Thomson.- uśmiecha się.
-Siema, bro.- przybijam z nim piątkę.
-Nieźle radzisz sobie z biciem.- mruga do mnie.
-Dzięki.-śmieję się.
-Chłopaki.. Idźcie na chwilę. Zaraz przyjdę.
-Czemu to zrobiłeś?- uśmiecham się złośliwie.
-Bonnie.- śmieje się.- Chcę, żebyś została częścią naszej paczki.
-A oprócz was jest jeszcze..?
-Samantha.
-Sam.- odwracamy się gwałtownie i patrzymy w kierunku blond dziewczyny.
-Siema, Sam.- mówimy niemal równocześnie.
-Cześć, Robert. Ale ciebie nie znam.- uśmiecha się.
-Jestem Bonnie.
-W takim razie cześć i witaj w paczce Bonnie.- mówi, po czym odchodzi.
-Nie ma to jak konkretna Sam.- śmieje się.
-Ej, masz na imię Robert?
-Tak.- uśmiecha się łobuzersko.
-Wolę mówić bro.
-Jak chcesz.- uśmiecha się, po czym odchodzi.
Może jednak mam jeszcze coś do powiedzenia w tej szkole. Tak. Zyskałam nowych przyjaciół i chłopaka. Chociaż nie wiem, czy jesteśmy razem. Nieważne. Chcę z nim chodzić, a on zapewne ze mną.
   Przemierzam cicho korytarz, aby dotrzeć na biologię. Profesorka obiecała nam, że będą żaby. Fuu! No ale co zrobić.. Skręcam w następny korytarz, po czym otwieram drzwi sali od biologii. Nauczycielka patrzy na mnie z pełnym zdziwieniem. Uczniów jest trzech.
-Co ty tu robisz, panienko Thomson?- pyta ze zdziwieniem.
-To dziś nie biologia?- moje zdziwienie jest jeszcze większe od niej.
-Dopiero jutro.
-Mhm.. W takim razie do widzenia, pani psor.- odpowiadam szybko wychodząc.
Nawet nie zawracam sobie głowy przechodzącymi obok Kateriny i Molly. Szepczą coś między sobą, a ja tylko kręcę głową i się od nich odwracam.
- Czego wy kurwa chcecie? Nie macie własnego życia, że wpierdalacie się w moje?- złość piękności szkodzi, tyle że ja nigdy tej piękności nie posiadałam.
-Niczego. Słyszałam, że zaczęłaś się puszczać z Mattem i z Robertem.  Niedługo dostaniesz statuetkę za jak największą liczbę zaliczonych w tydzień.- śmieje się Kat.
-Spierdalaj.- rzucam lekceważąco w jej stronę, po czym obracam się i idę w kierunku wyjścia.
Napotykam na swojej drodze dwie małe przeszkody. Jedną jest Stefan, a drugą, o mój Boże, Matt.
Podchodzę. W duchu modlę się o to, by Stefan przyniósł mi tylko śniadanie, a Matt palnął coś głupiego, jak zwykle.
-Um.. Hej. Co wy tu robicie?- pytam zdziwiona.
-Ty mi powiedz. Widać tylko ja nie wiem, co się dzieje między tobą a moim kumplem.- Stefan krzyżuje ręce na piersi.
-Absolutnie nic.- odpowiadam od razu.
-Absolutnie nic?- pyta.- A to dziwne.. Kevin widział was, jak się całowaliście. Dziś. Przed szkołą..
-Tak, jasne. A ja widziałam, jak meteoryt pierdolnął w ziemię. Zastanów się, debilu. Po co mielibyśmy się całować?- pytam z lekkim sarkazmem.
-Okej. Jasne. Niby mam uwierzyć? Zbyt dużo spraw spierdalasz, Bonnie.
-Co to ma znaczyć?- podwijam rękawy.
-Wynosisz się dziś z domu.

~~
Przepraszam was, że tak długo nie pojawiał się nowy rozdział. Zabrano mi laptopa i nie miałam jak dokończyć. Dopiero dziś skończyłam rozdział. Nadal nie mam lapka, a piszę na o wiele, wiele gorszym kompie. W związku, iż nie mam laptopa.. Rozdziały będą się pojawiał rzadziej + Nie poprawiłam rozdziału, więc trochę jest błędów, zwłaszcza tych związanych z pisaniem w czasie przeszłym i teraźniejszym. Z góry przepraszam. :)

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4

   O Boże! Jak się cieszę.. Nareszcie piątek i będę mogła gdzieś wyjść. Stefan nie odzywa się do mnie. W ogóle nie wiem o co mu chodzi. Cóż, jedynym pocieszającym faktem jest spotkanie z Katy zaraz po szkole. Nie będę ukrywać radości, bo w końcu może zacznie się układać. Moje życie to pasmo ciągłych niepowodzeń. Tata przeżywa załamanie nerwowe, Stefan ma focha, Molly i Katerina się zgadały przeciwko mnie, a do tego dochodzą jeszcze dwie ciocie, które non stop się kłócą, i Lexi. No właśnie.. Lexi ostatnio u nas pomieszkuje, co bardzo mnie wnerwia. W nocy tylko słyszę jak gadają o swoich uczuciach, a w dzień ta dziewczyna zamęcza mnie swoimi problemami, bo twierdzi, że potrzeba mi koleżanki. Jeszcze niedługo koniec wakacji! Miałam jechać na jakiś obóz sportowy, ale niestety brak kasy kopie nas w tyłek.

___

-Bonnie!- słyszę piskliwy głosik Lexi dochodzący z kuchni. Jak zawsze wie, kiedy mnie zawołać.
Wywracam oczami i zmierzam w kierunku kuchni. Nie pozawalam sobie na jakiekolwiek przywitanie jej.
-Słucham?- mówię wściekle.
-Nie ważne.- Lexi wyraźnie ma dosyć moich humorów, z powodu czego wymyka mi się złośliwy uśmieszek.
-Mów co chciałaś..- ponaglam.
-Weź to i zejdź z moich oczu.- wręcza mi kawę i tosty.
-Jestem tylko o rok młodsza od ciebie, a zachowujesz się, jakbyś była moją matką.. A przypominam ci, że nią nie jesteś!- warczę i podchodzę do stołu, po czym siadam na krześle.
-Wiesz jaki jest twój problem?- krzyżuje ręce na piersi.- Nie potrafisz pojąc, dlaczego wszyscy dookoła się od ciebie odwracają.
Wywracam oczami po raz setny dzisiaj i podchodzę do niej wskazując na nią palcem.
-Nie będziesz mi rozkazywać. Wiesz, tak w ogóle, nie słucham się szmat.
-Co powiedziałaś?- chwyta mnie za nadgarstek.
-Słyszałaś.. Ou.. Przykro ci?- śmieję się.
W tym momencie coś pęka w Lexi i daje mi w twarz. No.. Tego bym się po niej nie spodziewała. Cóż, myślałam, że zacznie mi coś wytykać, ale uderzenie to lekka przesada.
-Au!- krzyczę, a łzy spływają po moich policzkach.
Słyszę jak Stefan zbiega z góry.
-Co jest?- patrzy na mnie, a potem na nią.- Lexi, Bonnie..?
-Ona mnie uderzyła, bo powiedziałam, że nie jest moją matką.- trzymam płonący policzek ręką.
-Lexi?- Stefan nie okazuje litości i patrzy na nią z gniewem w oczach.
-Nie wiem.. Ja.. To była chwila, a ona nazwała mnie.. szmatą.- popłakała się wychodząc z pomieszczenia.
Stefan podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Najwyraźniej Lexi jest wprawiona w zadawaniu bólu.
-Nic ci nie jest?- przytula mnie.
-Nie.
-Nie powinienem był akceptować jej w tym domu. Nie będzie dłużej tu mieszkać.- wzdycha i wychodzi, a ja znów zostaję sama.

___

-Bonnie!- słyszę swoje imię gdzieś daleko. Nie jestem w realnym świecie. Ja znajduję się w swoim..
-Bonnie!- krzyk powstrzymuje mnie od myślenia o tym całym gównie. To Brad. Świetnie, jeszcze jego mi trzeba.
-Słucham?- pytam poirytowana.
-Chciałem zapytać, czy się zastanowiłaś i..
-Brad, nie.- odpowiadam.
-To fajnie, wpadnę po ciebie o.. Czekaj, co?
-Powiedziałam nie, Bradley.
-Bonnie.- śmieje się nerwowo.- Nie możesz mnie spławić.
-Nie? To patrz..- uśmiecham się i odchodzę.
Czuję na sobie ciężki wzrok przepełniony gniewem i.. bólem. Nie mogę iść na imprezę z nim.. W ogóle nie pójdę.
   Pospiesznie wchodzę do klasy i siadam na miejscu.
-O!- złośliwy uśmiech panny Carter, profesorki od angielskiego.- Kogo do nas przywiało? Dawno nie gościłaś na mojej lekcji, Bonnie.. Thomson.
-Pani Carter.. Niech pani zaczyna, do jasnej cholery, lekcje, zamiast prawić mi kazania.- wywracam oczami, a żałosna dupa Carter znika mi z oczu.
-Bonnie.- cichy szept.
-Czego?
Jakiś chłopak podaje mi karteczkę.
Jesteś żałosną dziwką, Bonnie Thomson. Może liczysz na błogosławienie z mojej i Kat strony. Mylisz się, Thomson. Popisy sobie daruj, bo to, co z tobą zrobimy, będzie o wiele.. wiele gorsze. Twoja kochana Molly. Giń suko. -.-, czytam. A kto nie inny jak ta szmata. Wstaję z ławki na co natychmiast reaguje pani Carter, a oczy innych ludzi skierowane są na mnie.
-Dokąd się wybierasz, moja panno?- wskazuje na miejsce, z którego wstałam.
-To zajmie tylko chwileczkę. Moja koleżanka rzuca mi groźby i oszczerstwa. Muszę się z tym uporać.- uśmiecham się sarkastycznie.- Molly, wstawaj. Twoja tania dupa oberwie!
Molly wstaje i natychmiast podchodzi. Haha.. Ta żałosna cipa myśli, że mnie pokona? Zobaczymy.
-Tylko na tyle cię stać, Henderson?- pluję jej w twarz.
Molly wymierza mi cios, którego unikam. Natomiast dostaje ode mnie bolesnego kopniaka w piszczel oraz spoliczkowanie. Nie mia za co Molls.
-Pierdol się.- rzuca w moją stronę, pocierając policzek.
-Nie odpowiem, bo zniżę się do twojego poziomu.
-Natychmiast do dyrektora, Thomson, Henderson!- patrzy na nas oszołomiona Carter. Lecz po chwili jej twarz znów objęta jest ścisłą ochroną złości.
   Przemierzamy w ciszy korytarze. Molly utyka, dyskretnie ocierając łzy. Wiem, że nie było to mądre posunięcie, ale musiałam odpowiedzieć. Nie mogę być wiecznie obrzucana ich atakami.
   Nagle Molly osuwa się na podłogę, sycząc z bólu.
-Wstawaj, Henderson.- warczę, idąc dalej.
-Chyba złamałaś mi nogę, idiotko!- odpowiada, wstając.
Wzruszam ramionami i otwieram drzwi gabinetu pana Petrovy. Nie będzie zadowolony na nasz widok..
-Dzień dobry, młode damy. W czymś mogę pomóc?- uśmiecha się wskazując dwa fotele przy biurku.
-Profesorka Carter nas tu wysłała, panie dyrektorze.- Molly stara się ukryć ból na twarzy, ale marnie jej to wychodzi.
Dyrektor blednie na całej twarzy i nabiera surowego wyrazu. Oczy płoną gniewem. Zazwyczaj Carter wysyła do niego tylko osoby przeklinające, czy walczące po środku klasy. My zrobiłyśmy obie te czynności.
-Zakładam, że to nic miłego.- wzdycha.
___

-Dzień dobry, dyrektorze.- słyszę głos mojego brata wymieszany z głosem mamy Molly.
-Wulgaryzm, pobicie.. Cztery tygodnie kozy i dodatkowo sprzątanie łazienek.
Stefan kręci głową, matka Molly prawie zapada się pod ziemię, a dyrektor patrzy na nas smutnym wzrokiem.
-Mogę zabrać Bonnie?
-Jasne..
Zza Stefana wyłania się Lexi i zatrzymuje go chwytając za rękę.
-Idź, ja z nią porozmawiam.- uśmiecha się.
Teraz jestem jej bardzo wdzięczna, tylko nie wiem, co ona tu robi. Nieważne. Ratuje mi tyłek. Myślę, że zacznę z nią wszystko od nowa.
   Wychodzimy na korytarz. Z twarzy dziewczyny nie da się nic wyczytać. Zero emocji.
-Czemu to zrobiłaś?- słyszę.
-Popatrz.- daję jej przeczytać karteczkę od Molly.
Po dłuższym czasie oddaje mi z powrotem świstek, po czym uśmiecha się.
-Rozumiem skąd się u ciebie wzięło tyle złości. Stefan nieźle się wściekł, ale udało mi się go uspokoić. A tak a propos.. Pogodziliśmy się.
-Przepraszam cię, Lexi. Robisz dla mnie tyle rzeczy, a ja zachowuję się jak suka.- rzucam się w ramiona dziewczyny. Po chwili razem się śmiejąc, idziemy ku wyjściu ze szkoły.
-Zaczynamy wszystko od nowa, tak?- pyta, trzymając się za brzuch.
-Oczywiście.- uśmiecham sie.
-Co wam tak wesoło?- wcina się głos Stefana. Czuję, że jest zły.
-Daj mu tę karteczkę od Molly..- dziewczyna ma teraz powagę wymalowaną na twarzy.
-I co? Nadal się wściekasz?- sprzedaję mu kuksańca w brzuch.
-Nie..- przyznaje Stefan.- Ale na przyszłość przyjdź z tym do mnie lub Lexi.
-Jasne.- kiwam głową ze zrozumieniem.
-Może pójdźmy na lody?- proponuje Lexi.


~~
Przepraszam, że tak długo pisałam ten rozdział, ale zaczęłam cierpieć na brak weny. :c 
Mam nadzieję, że wam się podoba. Pytanie z mojej strony : Co planują Kat i Molly? 
+ Wiem, że rozdział jest krótki, ale postaram się o dłuższe. :)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 3

-Hej.. Wstawaj.- poczułam czyjąś rękę na swojej głowie.
-Co..? Gdzie ja..
-W łóżku.- Mój brat, Stefan, przytula mnie.
Wzdycham patrząc na poduszkę pobrudzoną czarnym tuszem do rzęs. Zasnęłam w ubraniach płacząc. Powoli wraca mi świadomość, co wczoraj robiłam. Oprócz wzięcia wódki z barku rodziców pamiętam, że wypisywałam coś Molly i Katerinie na Facebooku. O Boże! Co ja pisałam?!
-Co jest? Zbladłaś.- No co ty, geniuszu. Stefan, ja coś im pisałam!
Zamiast bezsensownie tłumaczyć, otwieram laptopa, a na ekranie wyświetla się mój profil i otwarte dwie rozmowy. Obie z przyjaciółkami. Świetnie. Rzucałam mnóstwo wyzwisk i różnych obraźliwych tekstów. Jezu, błagam! Powiedz, że tego nie czytały! 
-Co to..?- marszczy brwi.
-N-nic. Byłam wściekła!- przerywam mu. 
Nagle przyszła wiadomość od Kateriny.
Świetnie. Więc.. Chyba wszystko się wyjaśniło? Skoro tak mnie postrzegasz to żegnam, ale radzę również uważać na swoją dupę, bo jak cię zobaczę to nie ręczę za siebie!
O nie! Kilka minut później Molly odpowiedziała na moje hejty.
Jednak jesteś wściekła i odrzucasz mnie jak Katerina, gdy jej to powiedziałam. Wy nic nie rozumiecie. Nie jesteście dorosłe! Jesteście dziecinne! Nara. -.-
Nie, nie, nie! Nie chciałam tego. Dziś jestem w stanie jej wybaczyć, ale wszystko zepsułam wczorajszym piciem wódki.
-Coś ty zrobiła!- krzyczy Stefan.
-Nie chciałam tego!- odpowiadam ze łzami w oczach.
Zamiast dalej na mnie krzyczeć, Stefan idzie do miejsca, w którym znajduje się pusta butelka po alkoholu. 
-Naprawdę, Bonnie? Myślałem, że jesteś już dorosła.- przerywa na chwilę kręcąc głową.- Zawiodłem się na tobie..
-Nie, wcale nie!- krzyczę, próbując go przytulić, ale nic to nie dało. Stefan odpycha mnie od siebie i wybiega z pokoju. Czuję się strasznie. Nie pojmuję, dlaczego tak jest..

-No i tak oto powstaje ten skład chemiczny..- profesorka, wyraźnie znudzona uczeniem chemii, stara nam się wytłumaczyć kolejny wzór. Często się poprawia,  a my dostajemy z tego przedmiotu kiepskie oceny.
Siedzę na krześle bawiąc się kosmykiem moich włosów. Co z tego, że profesorka gapi się na mnie nieustannie. Szturchnięcie otrząsnęło mnie z własnych myśli.
-Co?- szepczę pocierając ramię.
-Um.. Witaj.- odpowiada cichy, niepewny głos.
-Siema. Daj mi się skupić na marzeniu o byle czym.- odpowiadam zniecierpliwiona. Odwracam się do osoby, która mnie wkurzyła. Dziewczyna miała strach w oczach, a jednocześnie niepewną minę.
-Przepraszam, nie powin..
-Bonnie, chcesz się podzielić czymś z klasą?- przerywa mi profesorka.
-Jasne.- odpowiadam.
-Słuchamy.- kobieta wskazuje ręką uczniów siedzących w pomieszczeniu.
-Ja i moja koleżanka wychodzimy stąd.
-Nie możecie, Thomson. Nikt nie może.- złośliwy uśmiech gości na jej twarzy.
-Nieee? Pani patrzy.- wstaję i biorę za rękę dziewczynę. 
Profesorka patrzy na mnie zdziwiona lub raczej zdezorientowana. Już chce coś powiedzieć, jednak jesteśmy za drzwiami. Biegnę ciągnąc za sobą dziewczynę. Jest wystraszona. 
-Okej?- pytam pocierając dłońmi kolana.
-Jasne. Tylko.. Um.. Nie powinnyśmy.- przygryza wnętrze policzka.
-Nie zgłosi.
-Przepraszam?
-Nooo.. Nic nikomu nie powie. Raz była taka sytuacja. Wtedy dyrektor powiedział, że nie potrafi upilnować głupiej nastolatki. Od tego czasu zaczęłam wychodzić z jej lekcji. Oczywiście od czasu do czasu.- uśmiecham się.
-To fajnie.- widać, że czuje się niekomfortowo.
-Jak ci na imię?
-Katy. Katy Adams.- oblizuje usta.- Mam szesnaście lat.
-Ja jestem Bonnie Thomson. Też mam szesnaście lat.- podaję jej rękę.
-Jesteś fajna.- przygryza wargę.
-Dzięki. Ty również.

   Idę powoli przez park. Z naprzeciwka idą Molly i Katerina. Co teraz? Nie ucieknę! Nie mogę pokazać, że się przestraszyłam.
-Zobacz kto idzie.- kpi Katerina.
-Tak. Szmata.- śmieje się Molly.
-A wy to niby co? Obie to dziwki.- wskazuję na nie palcem.
-Co przepraszam?-Katerina wyraźnie się zdziwiła.
-Słyszałaś.- stanęłam, wkładając ręce do kieszeni  i oblizując usta.-Wolę być szmatą niż dziwką.
-Jasne. Niby tak łatwo to powiedzieć..-powoli mówi Molls.- A jak trudno zrobić.
-Co masz na myśli?
-Wiesz.. Tylko ty jesteś dziewicą. W każdym razie, to czyni cię najgorszą laską wśród licealistek.- rechoczą obie.
-Tak. A ja wywieszę ogłoszenia, żeby inni faceci zgłaszali się do was po nieudany i paskudny seks. Żeby zobaczyli, że jesteście najgorsze.- mrugnęłam do nich.
Stały osłupiałe, nie wiedząc co odpowiedzieć. Zaczęłam powoli kierować się na ulicę, przy której mieszkam.
-Czekaj.- mówi Katerina.
-Tak?
-Chcemy wiedzieć tylko, czy to co pisałaś, to było naprawdę?
-Nie wiem. Możliwe.
Zastanawiający jest fakt, że kilka godzin temu Molly napisała mi, że Katerina ją olała w trudnej sprawie, a teraz stały się najlepszymi przyjaciółkami? Nieważne. I tak ich nienawidzę, chodź powinno być na odwrót.

-Stefan? Jesteś?- krzyczę wchodząc do domu.
-Tak, jest.- słyszę głos dochodzący z salonu. Żeński głos.
-Co do cholery?- pytam patrząc na dziewczynę oglądającą telewizję.- Co ty tu robisz?
-Jestem Lexi.
-No i co..?
-Jestem dziewczyną Stefana. Mam siedemnaście lat.- uśmiecha się popijając sok z pomarańczy.
-Aha. Gdzie jest mój brat?
-Kąpie się.
-Przepraszam?
-Kąpie się.
Nie prosząc o dalsze wyjaśnienia dziewczyny, kieruję się do górnej łazienki skąd dochodzą ciche dźwięki. Bez ostrzeżenia wchodzę do pomieszczenia. Mój brat stoi nago pod prysznicem, a ja zasłaniam ręką oczy.
-Bonnie!- krzyczy. 
-Stefan, błagam, wyjdź i się czymś zakryj!- odwracam się.
-Jasne.
Obwinął się ręcznikiem, po czym spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co chcesz?
-Co ona tu robi?- pytam.
-Zostaje na noc.
-Jak to?
-To moja dziewczyna, siostrzyczko. Zrozum.
-Ale ja jej tu nie chcę. Z resztą.. Co by powiedział tata, gdyby to zobaczył?
-Ale go nie ma.
-Uspokój się. Tylko jedna noc, okej?- pyta z nadzieją w oczach.
-Jasne.
Ściska mnie, przy okazji mocząc moje ubranie. Wyswobodziwszy się z jego uścisku, idę do pokoju. Rzucam się na łóżko otwierając laptopa. Mhm.. Jedna nieodczytana wiadomość. Na dodatek od Katy.
Hej! Wybacz, że piszę takie głupoty do ciebie, ale warto zapytać.. Bo wiesz, byłaś dla mnie miła i ten teges.. Pomyślałam, że może mogłybyśmy stać się przyjaciółkami. Przejść od razu na nowy etap, czy coś w tym stylu. Jeśli nie chcesz, nie obrażę się. W końcu znasz mnie zaledwie kilka godzin. :) 
Ta wiadomość ucieszyła mnie. Jasne! Jesteś super osobą i w ogóle. Może masz ochotę spotkać się jutro po szkole? Pójdziemy, pokażę ci okolicę. Założę się, że przeprowadziłaś się, bo nigdy wcześniej cię nie widziałam w tym mieście. Chociaż może.. Nie wiem. Odpisz. ;p, piszę.
Jak miło chociaż raz oderwać się od szarej codzienności, która przytłacza każdego dnia. Nie wspominając o kiepskich relacjach z bratem i dawnymi przyjaciółkami. Katy zdaje się być inną od wszystkich ludzi, których dotąd poznałam. Ma swoje zasady. Nie kopiuje stylu ani zachowania innych. Po prostu zdaje się, no prawie, odzwierciedlać moją osobę. Cóż.. Warto próbować. 

~~
I jak? Zastawia was fakt, że Molly i Katerina stały się nagle najlepszymi kumpelami na świecie? Niedługo dodam rozdział, jeśli kogokolwiek to interesuje. ;)

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 2

   Powoli otwieram oczy. Znajduję się w jakimś jasnym pomieszczeniu. Mam na sobie swoje ubranie.  Uczucie, że ktoś na mnie patrzy, lekko przeraża.
-Jak się czujesz, Bonnie?- troskliwy głos mojego brata pozwala mi się uspokoić.
-Dobrze, tylko..- wstrzymuję na chwilę oddech.- Kostka mnie boli.
-Jest mocno zbita.- wyjaśnia.
-Och.. Ale po co te bandaże?- pytam.
-Jak mówiłem, mocno zbita.- uśmiecha się.
-Przepraszam.
-Za co? To moja wina. Zemdlałaś w parku, a ja zacząłem panikować.- poważnieje.
-Nie.. Gdybym wtedy nie wybiegła ze szkoły.. Nie byłoby takiego problemu.- wzdycham spuszczając wzrok.
-Nie przejmuj się.- znów uśmiech gości na jego twarzy.- Chodź, tata jest obok.
   Stefan chwyta mnie pod rękę i powoli zaczynamy iść w kierunku drzwi. Szybkie szarpnięcie klamki i już jesteśmy na zewnątrz. Dochodząc do sali taty Stefan patrzy na mnie. Rozumiem co chce przez to powiedzieć. Kiwam głową. Chcę tam wejść. Chłopak tylko się uśmiecha, po czym wprowadza mnie do pokoju i sadza na krześle stojącym najbliżej łóżka. Patrzę przez łzy na ojca. Jego wzrok jest pusty, a sam tata gaśnie. Patrzy w sufit. Dla niego nas tu nie ma. Przykre, lecz prawdziwe. On naprawdę się martwi.. Chociaż nie powinien. Od dzieciństwa ma kłopoty z wrażliwością. Lub raczej z emocjami..
Chwytam go za rękę i lekko nią trzęsę. Nic.
-Tato..- szepcze.
Zero reakcji.
-Tato.- mówię to bardziej zdecydowanie.
Nie odpowiada.
-Tato!- krzyczę mu wręcz do ucha.
Lekko odwraca głowę, po czym patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Co ty tu.. wy tu.. my tu..-jąka się.
-Znów przywieźli cię do szpitala. Przyszliśmy cię odwiedzić.- wymuszam mały uśmiech.
-Jak to?- dziwi się.
-Nieważne..- Odpowiadam bezradnie wpatrując się w brata.
   Mijała godzina za godziną. Tata leżał w łóżku pytając co chwilę jak to się stało. Tłumaczenie na nic nie pomogło. Co z nim? Chyba jego psychika szwankuje. W trakcie kolejnej rozmowy o tym, jak go zabrano do szpitala, powiedzieliśmy mu o naszym postanowieniu. Ojciec setki razy wypowiedział "Ale po co? ; A co to? ; Bezpieczne?". Koniec końców zgodził się ostatecznie na naszą decyzję. Oświeciło go, gdy już mieliśmy zamiar wyjść.
-Ale kto.. kto z wami zostanie?- pyta.
-Może ciocia Brenda?- proponuje brat.
-Nie.. Lepiej, żeby była to ciocia Penny. Ona jest bardziej odpowiedzialna.- stwierdzam, po czym ruszam w kierunku drzwi.
-Tak..- szepcze tata.

   Uczyć się historii to jak kazać ślimakowi w ciągu minuty przebiec kilometr. I jeszcze ten jutrzejszy piątek! Jeremi, ja, biblioteka, matma... Och.. Same okropieństwa mnie czekają. W sumie Jeremi nie jest najgorszy. Nie, stop! O czym ja, do cholery, myślę? Nieważne. Skupmy się na ważnej wojnie. Bitwa o Anglię i bla, bla, bla.. Chyba umiem? Tak, to pewne. Cóż.. Chowam książki do torby, po czy sięgam po laptop. Tylko czterdzieści kilka powiadomień i dwadzieścia trzy wiadomości. Świetnie. Dlaczego to spotyka mnie? Hmm.. Moment. Molly napisała: Spotkamy się jutro przed szkołą? Muszę ci coś ważnego powiedzieć! xx. Katerina: Wiesz, nie dziwię się, że przyjaźnić chcesz się tylko z Molls. Obie jesteście siebie warte i, tak á propos, płytkie! -.-. Bradley natomiast pytał się o bal. Pewnie, pójdę, Brad.  Reszta wiadomości się powtarza : Od kiedy Brad się tobą interesuje? Zmusiłaś go do tego! Nie daruję!
Wspominałam, że Brad należy do szkolnej drużyny futbolowej?

-Halo?- przykładam słuchawkę telefonu do ucha.
-Bonnie, ja nie wytrzymam!- po drugiej stronie, zgaduję, Molls.
-Co tym razem?- marszczę brwi.
-Wyjdź na chwilę, proszę..- mówi.
-Okej, ale gdzie się..?
-Idź tak, jakbyś szła do mnie. Spotkamy się w połowie drogi.- przerywa mi.
-Jasn..- zanim zdążę coś odpowiedzieć, po drugiej stronie słyszę ciągły sygnał. Nienawidzę, kiedy ktoś mi robi takie coś.
   Wkładam znoszone, białe all stary i jesienny płaszczyk. W końcu tej jesieni nie jest zbyt ciepło. Wybiegam z domu, krzycząc do Stefana, że wychodzę, po czym ląduję na chodniku. Dziura w spodniach! Świetnie, jeszcze zdarłam sobie kolano, które rozpaczliwie krwawi. Noga piecze przy poruszaniu się, ale obiecałam Molly. W końcu jednak dostrzegam czarny kucyk dziewczyny w oddali i jej nowiuteńkie miętowe all stary. Kiwa do mnie i zaczyna biec. Ja kuśtykam w jej kierunku z krzywym uśmiechem i zakrwawionymi spodniami.
-Hej. Muszę pociągnąć cię aż do par.. Co ci się stało?- wskazuje na nogę.
-Och.. To nic. Wywaliłam się na chodniku.- przyznaję, cała czerwona.
-Spoko. Obyś wytrzymała.- uśmiecha się, po czym zaczyna prowadzić mnie szybkim krokiem do parku. Gdy w końcu znalazłyśmy się na najbliższej ławce, kazała obiecać, że nikomu nie powiem.
-Więc.. Chyba.. No ten teges..
-Wysłów się po prostu. Oblej mnie swoim żalem.- uśmiecham się do niej.
-Pierwszy raz.
-CO?- wstaję oszołomiona nie zwracając na ból kolana.- Molly, jesteś..
-Tak wiem. Nieodpowiedzialna, za młoda, głupia.. Słyszałam to w mojej głowie tysiące razy.
-Jak to się stało.. Znaczy, z kim? Kiedy?- pytam siadając z powrotem.
-No więc, znasz Ricka z trzeciej c?
-Kojarzę..
-Więc, z nim.
-Ze starszym o rok? A nawet dwa?
-O rok.- poprawia mnie.- Dotychczas byliśmy tylko przyjaciółmi, ale w końcu poszłam do niego wczoraj, zaczęliśmy się zwierzać sobie ze swoich problemów i nagle.. No wiesz.. Pocałowaliśmy się i przeszło to w seks.
-Ale Molly!- krzyczę.
-Cii.. Proszę, nie mów nikomu.- błaga.
-Jasne, tylko że.. zabez..
Nie muszę kończyć. Molly kiwa głową.
-Spoko.
Wkładam ręce do kieszeni płaszczyka i ruszam do domu. Molly woła mnie, ale jestem już daleko. Jak mogła? Jest młoda.. Za młoda!

-Stefan?
-STEFAN?!- krzyczę coraz głośniej, ale nie słyszę żadnej odpowiedzi.
Idę do góry i otwieram drzwi jego pokoju. Nie, chwila, co..?
-Ste..?- wchodzę i zatrzymuję się jak wryta.-Co ty wyprawiasz?
-Cześć, Bonnie. Um, yyy?- podnosi się zasłaniając kołdrą. Na łóżku cała czerwona ze wstydu dziewczyna, starająca się z powrotem naciągnąć na siebie pościel, którą Stefan się okrył.
-Chodź na chwilę, Stefan.- mówię poważnie.
Stefan bierze pierwszą rzecz jaką zobaczy w pobliżu i zasłania się nią. Wychodzimy na korytarz, zamykając za sobą drzwi.
-Co ty do cholery wyprawiasz?- pytam.
-Nic.
-Co?- wytrzeszczam oczy.- Jak to nic? Widziałam, co robiłeś!
-To po co pytasz?- przygryza wargę.- Zabawiałem się, jak widać.
-To przestań. Robisz to w nieodpowiedniej chwili. Czy ona w ogóle jest pełnoletnia?
-Wyluzuj nudziaro. Ona jest w moim wieku.
-Czyli jednak nie. Tak myślałam.- odchodzę.
Patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Aha..- odwracam się stojąc w drzwiach mojego pokoju.- Nie jestem nudziarą, a ty się lepiej ubierz.- uśmiecham się złośliwie.
Pokazuje mi język, a po chwili wraca do swoich czterech ścian.
Wchodzę i rzucam się na łóżko. Biorę telefon do ręki. Siedem nieodebranych połączeń od Kateriny i dwa od Molly.
Proszę, zadzwoń do mnie. Wybacz, że to zrobiłam.. Chwila słabości.
Wiadomość od Molly, a zaraz po niej od Kat.
Co się dzieje? Obie z Molly unikacie mnie, a ja nie wiem o co chodzi! Zadzwoń i mi wytłumacz.
Katrina jak zwykle narzeka na wszystko. Jej egoizm zniszczył przyjaźń między nami a nią. Chyba przyjaźń z Molls również dobiega do końca. Mój szok jest nie do opisania. Po prostu koniec..

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 1

    Szara, zwykła codzienność bardzo przytłacza. Patrzę na zegarek. Dopiero siódma.. Szkoła zaczyna się za półtorej godziny. Wstaję i powoli zbliżam się do szafy. Nie mam zbyt wielu ładnych rzeczy. Sięgam po pierwsze ciuchy jakie zobaczę. Wybrałam granatową bluzkę z dekoltem i długim rękawem oraz czarne jeansy. Idę do łazienki. Boże, jak ja wyglądam, myślę. Zaledwie wczoraj myłam włosy, a wydają się tłuste. Rozczesuję je i myję zęby. Muszę jakoś wyglądać.. Zdaje się, że wczoraj było rozpoczęcie roku szkolnego. W rzeczywistości jest październik. Smętny, deszczowy dzień.
  Schodzę na dół i napotykam mojego brata. Ma smutną minę..
-Dzień dobry..-Mówię niepewnie.-Co się stało?
-Tatę zabrali do szpitala.-wzdycha.
-Jak to.. znowu?- pytam.
-Tak.
Bez dalszych niepotrzebnych słów bierze plecak i znika za frontowymi drzwiami. Powinnam już dawno przywyknąć, że zabierają tatę do szpitala.. Minęło już pół roku odkąd mama postanowiła zniknąć. Wyjechała w "delegację", ale w rzeczywistości każdy wie, że znalazła innego. Ojciec w ciągu tych kilku miesięcy dostał poważnego załamania nerwowego. Codziennie w nocy, przy zasypianiu, słyszę jego cichy płacz. Od niedawna uważa, że jego życie straciło sens. Tak bardzo kochał matkę, a ona potraktowała go jak powietrze.
    Biorę pieniądze ze stołu, które zostawił mi Stefan. Zakładam plecak i ruszam do szkoły. Mimo, że mam jeszcze sporo czasu, podążam dalej..
-Hej, Bonnie!- słyszę cieniutki głosik Molly za plecami. Od niedawna zaczęłyśmy się przyjaźnić.
-Cześć, Molls.- wzdycham.
-Co jest? Znów się martwisz..- patrzy na mnie ze smutkiem.
-Mojego ojca znów zabrali do szpitala. On nie ma już czym i dla kogo żyć.- szepczę.
-Och.. Rozumiem.- kiwa głową.
-Jeśli mogłabyś.. Chciałabym przejść się sama.
-Jasne..- odpowiada bezradnie i wraca z powrotem do domu.
Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo zazdroszczę jej, że ma normalną matkę. Wypierała się tysiące razy, ale w głębi duszy myślę, że również tak uważa. Spacer ulicą dobrze mi zrobi. Nie jestem w stanie rozmyślać nad tym wszystkim.. Zwłaszcza teraz. Przed sobą widzę moją drugą przyjaciółkę- Katerinę.
Idzie z jakimś chłopakiem. Zaraz.. to jest Bradley. Co Brad i Katerina tu robią? Wydaję mi się to podejrzane. Jednak nie będę się w to zagłębiać. Wystarczy mi przeżyć na dziś. Dyskretnie przechodzę na drugą ulicę i kieruję się w stronę szkoły. Wejdę oczywiście od tyłu, bo nie chcę spotykać nikogo.
Szybki przerzut nóg przez płot, zeskok.. i już jestem na terenie szkoły. Na szczęście jest tu wejście do biblioteki. Nie jestem fanką czytania, ale będzie dobrze, jeśli spędzę czas przy książkach. Taaak.. Przez matkę straciłam wiarę w siebie i wszystko, co dotychczas miałam. Wchodzę powoli i cicho do pomieszczenia pełnego książek i zaszywam się między regałami. Wybrawszy książkę siadam na podłodze opierając się o szafę i powoli czytam kolejne strony.
   Zadzwonił dzwonek. Koniecznie muszę wyjść, bo się spóźnię. Nie wyobrażam sobie wchodzić i przy całej klasie recytować sztukę Szekspira, co zdarzyło mi się nie raz. Poszczególne fragmenty.. Biegnę, aż w końcu staję przed samym profesorem Clamy. Nauczyciel poświęca wiele czasu poezji i tym podobnym.
-Prze.. Przepraszam, pana, panie profesorze.
Zerknął na mnie podejrzliwie.
-Następnym razem uważaj Greyman.- warczy.
Jest dla mnie nie miły, bo raz za spóźnienie kazał mi recytować kawałek Hamleta, a ja kompletnie go nie znałam.
-Bonnie!- ktoś wydziera się z tyłu. Ignoruję.
-Bonnie!- kolejny krzyk.
-Bonnie Greyman!- nie wytrzymuję i odwracam się.
-Czego?
-Ej, chciałem tylko ci się o coś zapytać.-mogłam nie być taka wredna i oschła. To Bradley.
-B-Brad?- pytam nie wierząc własnym oczom.
-Wybacz.. Nie powinienem.-bełkoczę, po czym chwyta mnie za rękę.
-Jestem rozkojarzona, to moja wina.- szepczę. Brad jest najładniejszym chłopakiem w szkole i interesuje go moja osoba?
-Nie szkodzi.- zdaje się, jakbyśmy byli sami..- Chcesz iść ze mną na bal w ten czwartek?- uśmiecha sie i patrzy na mnie swoimi błękitnymi oczyma.
-Nie wiem.. Zastanowię się, okej?- pytam.
-Nie ma sprawy. Widzimy się..?
-Na długiej przerwie.
-Na długiej przerwie.- Uśmiecha się i odchodzi.
   Nadszedł czas historii. Dawno nie byłam pytana, więc na wszelki wypadek wyjmuję zeszyt i idę kupić śniadanie w sklepiku szkolnym.
-Dzień dobry. Co podać?- pyta znudzonym głosem sprzedawczyni.
-Bułka z szynką, może być.- odpowiadam.
-Wyszły.- robi coś, co przypomina złośliwy uśmieszek.
-A co jest?
-Bułka z serem. pomidorem i sałatą.
-Okej.
Podaję jej pieniądze, po czym odbieram torebkę z jedzeniem. Przemierzam wolno korytarze.. Idę do biblioteki. Muszę wypożyczyć książkę o wojnach w Anglii. W końcu londyńskie szkoły chcą uczyć o wojnach, ale pomijając tych, którzy pomagali. Idiotycznie. Kieruję się w stronę schodów i już prawie dotykam klamki, gdy..
-Hej, Bonnie.. Unikasz mnie?- Nie, nie, nie! Tylko nie Katerina.
-Cześć.- przygryzam wargę, kładąc rękę na biodro.
-Wszystko dobrze?- pyta mierząc mnie wzrokiem.
-Możliwe.
-Co ci się stało?! Jesteś wredna, od kiedy twoja matka wyjechała!- krzyczy.
-Uspokój się. Najlepiej odejdź.- odwracam wzrok, żeby nie powiedzieć o jedno słowo więcej.
-Nie. Najpierw wytłumacz mi, czemu ty i Molly odtrącacie mnie? Każda z was unika mnie na swój sposób, a ja mam tego serdecznie dość!
-Powiedziałam IDŹ STĄD!- krzyczę najgłośniej jak tylko potrafię.
-Dobrze. Szukaj innej naiwniaczki, która zacznie się z tobą kumplować!
Tak. Super. Nie moja wina, że wkurza mnie swoim gadaniem o tym, jaką ona ma świetną matkę. Mogłaby być mniejszą egoistką! Ciągle słyszę Bonnie, to.. Bonnie, tamto.. Bonnie, to siamto.., Bonnie..!. Mam jej serdecznie dość. Ciągle mówi o sobie, nie zwracając na nikogo innego uwagi. Odwróciwszy się szarpię klamkę i wchodzę do biblioteki. Konieczne muszę znaleźć tę książkę. Oby został jeszcze jakiś.
-Przepraszam, jest książka na temat wszystkich wojen, które zostały przeprowadzone w Anglii?- podchodzę do przemiłego bibliotekarza imieniem Robert.
-Jasne. Proszę.- wręcza mi książkę.- Ostatni egzemplarz, Bonnie.- uśmiecha się.
-Mogłabym pouczyć się w bibliotece? Przynajmniej przez kilka minut..-pytam.
-Oczywiście, Bonnie. Tu jest wolne miejsce.- wskazuje krzesło obok Jeremiego.
Siadam na miejscu i otwieram zeszyt.
-Hej, mogłabyś podać mi tamtą książkę?- pyta nieśmiało Jeremy.
-Dobrze.
   No! Umiem cokolwiek. Teraz jeszcze wystarczy przeczytać kilka stron na temat którejś wojny.
Taaak. Nuda. Ale profesor nigdy nie odpuści takiego wyczynu. Prawdopodobnie dziś będzie moja kolej na udzielanie odpowiedzi i zbłaźnienie się przed całą klasą. Greyman w akcji. Powinnam wziąć nieprzygotowanie do lekcji dzisiejszej, ale nie chcę.
   Piętnaście minut przerwy sprawiło, że umiem więcej niż przypuszczałam. Już mam zamiar odejść od stołu, kiedy powstrzymuje mnie ręka Jeremiego. Szczerze powiedziawszy, boję się go. Jest dziwny. Bardzo.
-Huh?- mruczę.
-Bonnie, słyszałem, że jesteś całkiem niezła w matematyce.
-Um, matmie? Nawet.
-Udzieliłabyś mi kilku prywatnych lekcji?- pyta nieśmiało bawiąc się palcami.
-Jasne. Gdzie?
-Chociażby tutaj, w bibliotece.
-Nie ma sprawy. Może być w.. hm.. piątek o piętnastej?- pytam.
-TAK!- niemalże krzyczy, a jakiś uczeń czytający o historii Londynu ucisza go długim ciiiii.
-To na razie.- mówię i wybiegam z biblioteki. Dzwonek był już dawno, a pan Catcher wpadnie w szał, gdy zobaczy mnie wchodzącą do jego klasy po dryń. Biegnę ile sił w nogach, ale do sali jeszcze daleko. W końcu Molly łapie mnie na korytarzu i ciągnie za sobą.
-MOLLY! DOKĄD MNIE CIĄGNIESZ?- krzyczę zdenerwowana.
-Nieważne.
-Jak to?
-No tak.
Nic więcej nie mówię, bo nie ma to najmniejszego sensu. Molly zaciągnęła mnie na lekcje historii jej tajnym skrótem. Niebywałe! Nigdy nie ujawniła nikomu drogi.
-Chodź. Pójdźmy do ostatniej ławki.- szepcze pod klasą.
-Jasne.
Siadamy cicho i patrzymy na nauczyciela niosącego mapę Wielkiej Brytanii. Przez klasę przechodzi dzień dobry, po czym milkniemy i czekamy na wywołanie do odpowiedzi. Trzymam kciuki, żebym to nie była ja. Niestety.
-Panna.. Greyman.- mówi spoglądając przez wielkie okulary na długim nosie. Siwe kępy włosów na głowie i groźny wyraz twarzy sprawiają, że wygląda na chamskiego, chodź w rzeczywistości jest inaczej. Może i jest surowy, ale chce nas jak najlepiej nauczyć czegokolwiek.
-Możesz wracać na miejsce.- mruczy pod nosem, gdy dotarłam już na środek.
-Dlaczego?- pytam zdziwiona.
-Chcę aby to pan Marcus Collins wystąpił na środek mówiąc mi o najstarszej wojnie.
-Dziękuję.- uśmiecham się, po czym siadam.
   Wyciągam telefon i piszę SMS'a do Stefana. Zrywam się z dwóch ostatnich lekcji, piszę. Po chwili przychodzi SMS od niego. Ja też. Trzeba iść do taty i powiedzieć, że wysyłamy go do jakiejś kliniki. Nie mogę na niego patrzeć, gdy jest w takim stanie. Stefan zawsze był wrażliwy. Teraz również. Szybko mu odpisuję. Okej, czekam przy automatach.
   Nie minęło kilka minut kiedy w ciągu przerwy znalazłam się przy automatach. Muszę dowiedzieć się czegoś o mojej matce. Nie mogła tak po prostu wyjechać. Tata obstawiał trzy powody :
a. Porwanie
b. Zdrada
c. Ucieczka
Najbardziej wiarygodne są b. i c. Kiedy wreszcie zjawi się Stefan? 
-Nareszcie. Myślałam, że nie przyjdziesz.- opieram się o automat z przekąskami.
-Wybacz. Musiałem coś załatwić.- wzdycha patrząc mi w oczy.
-Co takiego?
-Nieważne.- odpowiada.
-Tak. Zawsze nie chcesz mi powiedzieć! Liczą się tylko twoje sprawy! Nie wiesz nawet jak ja się martwię!- krzyczę, po czym biegnę. 
Nie zdołałam nawet dotrzeć do bramy, kiedy jakaś silna ręka mnie zatrzymała. Powinnam wiedzieć, że jest to ręka Bradleya, który chce usłyszeć odpowiedź. 
-Tak?- pytam zdołowana.
Nie odzywa się, tylko wpatruje we mnie oczekując odpowiedzi.
-No dobrze.- odpowiadam po chwili namysłu.
-Okej. O ósmej pod twoim domem?
-Jasne..- Nawet nie wiesz jak bardzo tego chcę. Sarkazm. Troszeczkę nie w porę, Brad.
Chłopak macha mi na pożegnanie, a ja dziękuję Bogu, że Stefan jest daleko ode mnie krzycząc, żebym się zatrzymała. Nie słucham. Biegnę dalej.. Łzy wypełniają moje oczy. Co jest tak ważne, czego nie mogę wiedzieć? Niedługo wyjdzie, że mój brat to morderca, a ja psychopatka. Błagam! O czym ja myślę? Muszę tylko przebiec przez park i będę w szpitalu.
-Auuu!- zawyłam, wywracając się na wilgotną glebę. 
Tak blisko budynku, do którego chciałam się dostać, a tu nagle zabolała mnie kostka. 
-Bonnie.- słyszę za sobą poważny głos mojego brata.- Prosiłem, żebyś poczekała. 
-Nie mogłam.- odwracam wzrok, pocierając kostkę.
-Bonnie!-krzyczy.- Słuchaj mnie, jak do ciebie mówię!
Chwyta moje nadgarstki i postawia na nogi. Moja kostka boli. Tak piekielnie! Na pewno ją skręciłam.
-Auuu!- niemal płaczę z bólu.
-Nie udawaj tylko chodź.-mówi zdecydowanym głosem.
Nic więcej nie mogę zrobić. W pewnym momencie nie wytrzymuję i padam na twarz widząc zupełną ciemność przed oczami. Jedynie małe światełko. 

~~
Mam nadzieję, że pierwszy rozdział wam się podoba. ;) 

piątek, 12 kwietnia 2013

Witam ;)

Cześć. Jestem Julia i chciałabym zacząć swoje kolejne opowiadanie. Tym razem bardziej normalne i bardziej realistyczne. Ta opowieść będzie głównie o trudnym życiu nastolatki. Zachęcam do czytania. :)
Postaram się ubarwić moje opowiadanie lub nadać trochę bardziej straszny wyraz. Narracja jest w czasie teraźniejszym, pierwszoosobowa. Myślę, że większości osób będzie odpowiadała. ;3
Do zobaczenia. ;)