niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 3

-Hej.. Wstawaj.- poczułam czyjąś rękę na swojej głowie.
-Co..? Gdzie ja..
-W łóżku.- Mój brat, Stefan, przytula mnie.
Wzdycham patrząc na poduszkę pobrudzoną czarnym tuszem do rzęs. Zasnęłam w ubraniach płacząc. Powoli wraca mi świadomość, co wczoraj robiłam. Oprócz wzięcia wódki z barku rodziców pamiętam, że wypisywałam coś Molly i Katerinie na Facebooku. O Boże! Co ja pisałam?!
-Co jest? Zbladłaś.- No co ty, geniuszu. Stefan, ja coś im pisałam!
Zamiast bezsensownie tłumaczyć, otwieram laptopa, a na ekranie wyświetla się mój profil i otwarte dwie rozmowy. Obie z przyjaciółkami. Świetnie. Rzucałam mnóstwo wyzwisk i różnych obraźliwych tekstów. Jezu, błagam! Powiedz, że tego nie czytały! 
-Co to..?- marszczy brwi.
-N-nic. Byłam wściekła!- przerywam mu. 
Nagle przyszła wiadomość od Kateriny.
Świetnie. Więc.. Chyba wszystko się wyjaśniło? Skoro tak mnie postrzegasz to żegnam, ale radzę również uważać na swoją dupę, bo jak cię zobaczę to nie ręczę za siebie!
O nie! Kilka minut później Molly odpowiedziała na moje hejty.
Jednak jesteś wściekła i odrzucasz mnie jak Katerina, gdy jej to powiedziałam. Wy nic nie rozumiecie. Nie jesteście dorosłe! Jesteście dziecinne! Nara. -.-
Nie, nie, nie! Nie chciałam tego. Dziś jestem w stanie jej wybaczyć, ale wszystko zepsułam wczorajszym piciem wódki.
-Coś ty zrobiła!- krzyczy Stefan.
-Nie chciałam tego!- odpowiadam ze łzami w oczach.
Zamiast dalej na mnie krzyczeć, Stefan idzie do miejsca, w którym znajduje się pusta butelka po alkoholu. 
-Naprawdę, Bonnie? Myślałem, że jesteś już dorosła.- przerywa na chwilę kręcąc głową.- Zawiodłem się na tobie..
-Nie, wcale nie!- krzyczę, próbując go przytulić, ale nic to nie dało. Stefan odpycha mnie od siebie i wybiega z pokoju. Czuję się strasznie. Nie pojmuję, dlaczego tak jest..

-No i tak oto powstaje ten skład chemiczny..- profesorka, wyraźnie znudzona uczeniem chemii, stara nam się wytłumaczyć kolejny wzór. Często się poprawia,  a my dostajemy z tego przedmiotu kiepskie oceny.
Siedzę na krześle bawiąc się kosmykiem moich włosów. Co z tego, że profesorka gapi się na mnie nieustannie. Szturchnięcie otrząsnęło mnie z własnych myśli.
-Co?- szepczę pocierając ramię.
-Um.. Witaj.- odpowiada cichy, niepewny głos.
-Siema. Daj mi się skupić na marzeniu o byle czym.- odpowiadam zniecierpliwiona. Odwracam się do osoby, która mnie wkurzyła. Dziewczyna miała strach w oczach, a jednocześnie niepewną minę.
-Przepraszam, nie powin..
-Bonnie, chcesz się podzielić czymś z klasą?- przerywa mi profesorka.
-Jasne.- odpowiadam.
-Słuchamy.- kobieta wskazuje ręką uczniów siedzących w pomieszczeniu.
-Ja i moja koleżanka wychodzimy stąd.
-Nie możecie, Thomson. Nikt nie może.- złośliwy uśmiech gości na jej twarzy.
-Nieee? Pani patrzy.- wstaję i biorę za rękę dziewczynę. 
Profesorka patrzy na mnie zdziwiona lub raczej zdezorientowana. Już chce coś powiedzieć, jednak jesteśmy za drzwiami. Biegnę ciągnąc za sobą dziewczynę. Jest wystraszona. 
-Okej?- pytam pocierając dłońmi kolana.
-Jasne. Tylko.. Um.. Nie powinnyśmy.- przygryza wnętrze policzka.
-Nie zgłosi.
-Przepraszam?
-Nooo.. Nic nikomu nie powie. Raz była taka sytuacja. Wtedy dyrektor powiedział, że nie potrafi upilnować głupiej nastolatki. Od tego czasu zaczęłam wychodzić z jej lekcji. Oczywiście od czasu do czasu.- uśmiecham się.
-To fajnie.- widać, że czuje się niekomfortowo.
-Jak ci na imię?
-Katy. Katy Adams.- oblizuje usta.- Mam szesnaście lat.
-Ja jestem Bonnie Thomson. Też mam szesnaście lat.- podaję jej rękę.
-Jesteś fajna.- przygryza wargę.
-Dzięki. Ty również.

   Idę powoli przez park. Z naprzeciwka idą Molly i Katerina. Co teraz? Nie ucieknę! Nie mogę pokazać, że się przestraszyłam.
-Zobacz kto idzie.- kpi Katerina.
-Tak. Szmata.- śmieje się Molly.
-A wy to niby co? Obie to dziwki.- wskazuję na nie palcem.
-Co przepraszam?-Katerina wyraźnie się zdziwiła.
-Słyszałaś.- stanęłam, wkładając ręce do kieszeni  i oblizując usta.-Wolę być szmatą niż dziwką.
-Jasne. Niby tak łatwo to powiedzieć..-powoli mówi Molls.- A jak trudno zrobić.
-Co masz na myśli?
-Wiesz.. Tylko ty jesteś dziewicą. W każdym razie, to czyni cię najgorszą laską wśród licealistek.- rechoczą obie.
-Tak. A ja wywieszę ogłoszenia, żeby inni faceci zgłaszali się do was po nieudany i paskudny seks. Żeby zobaczyli, że jesteście najgorsze.- mrugnęłam do nich.
Stały osłupiałe, nie wiedząc co odpowiedzieć. Zaczęłam powoli kierować się na ulicę, przy której mieszkam.
-Czekaj.- mówi Katerina.
-Tak?
-Chcemy wiedzieć tylko, czy to co pisałaś, to było naprawdę?
-Nie wiem. Możliwe.
Zastanawiający jest fakt, że kilka godzin temu Molly napisała mi, że Katerina ją olała w trudnej sprawie, a teraz stały się najlepszymi przyjaciółkami? Nieważne. I tak ich nienawidzę, chodź powinno być na odwrót.

-Stefan? Jesteś?- krzyczę wchodząc do domu.
-Tak, jest.- słyszę głos dochodzący z salonu. Żeński głos.
-Co do cholery?- pytam patrząc na dziewczynę oglądającą telewizję.- Co ty tu robisz?
-Jestem Lexi.
-No i co..?
-Jestem dziewczyną Stefana. Mam siedemnaście lat.- uśmiecha się popijając sok z pomarańczy.
-Aha. Gdzie jest mój brat?
-Kąpie się.
-Przepraszam?
-Kąpie się.
Nie prosząc o dalsze wyjaśnienia dziewczyny, kieruję się do górnej łazienki skąd dochodzą ciche dźwięki. Bez ostrzeżenia wchodzę do pomieszczenia. Mój brat stoi nago pod prysznicem, a ja zasłaniam ręką oczy.
-Bonnie!- krzyczy. 
-Stefan, błagam, wyjdź i się czymś zakryj!- odwracam się.
-Jasne.
Obwinął się ręcznikiem, po czym spojrzał na mnie zdziwiony.
-Co chcesz?
-Co ona tu robi?- pytam.
-Zostaje na noc.
-Jak to?
-To moja dziewczyna, siostrzyczko. Zrozum.
-Ale ja jej tu nie chcę. Z resztą.. Co by powiedział tata, gdyby to zobaczył?
-Ale go nie ma.
-Uspokój się. Tylko jedna noc, okej?- pyta z nadzieją w oczach.
-Jasne.
Ściska mnie, przy okazji mocząc moje ubranie. Wyswobodziwszy się z jego uścisku, idę do pokoju. Rzucam się na łóżko otwierając laptopa. Mhm.. Jedna nieodczytana wiadomość. Na dodatek od Katy.
Hej! Wybacz, że piszę takie głupoty do ciebie, ale warto zapytać.. Bo wiesz, byłaś dla mnie miła i ten teges.. Pomyślałam, że może mogłybyśmy stać się przyjaciółkami. Przejść od razu na nowy etap, czy coś w tym stylu. Jeśli nie chcesz, nie obrażę się. W końcu znasz mnie zaledwie kilka godzin. :) 
Ta wiadomość ucieszyła mnie. Jasne! Jesteś super osobą i w ogóle. Może masz ochotę spotkać się jutro po szkole? Pójdziemy, pokażę ci okolicę. Założę się, że przeprowadziłaś się, bo nigdy wcześniej cię nie widziałam w tym mieście. Chociaż może.. Nie wiem. Odpisz. ;p, piszę.
Jak miło chociaż raz oderwać się od szarej codzienności, która przytłacza każdego dnia. Nie wspominając o kiepskich relacjach z bratem i dawnymi przyjaciółkami. Katy zdaje się być inną od wszystkich ludzi, których dotąd poznałam. Ma swoje zasady. Nie kopiuje stylu ani zachowania innych. Po prostu zdaje się, no prawie, odzwierciedlać moją osobę. Cóż.. Warto próbować. 

~~
I jak? Zastawia was fakt, że Molly i Katerina stały się nagle najlepszymi kumpelami na świecie? Niedługo dodam rozdział, jeśli kogokolwiek to interesuje. ;)

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 2

   Powoli otwieram oczy. Znajduję się w jakimś jasnym pomieszczeniu. Mam na sobie swoje ubranie.  Uczucie, że ktoś na mnie patrzy, lekko przeraża.
-Jak się czujesz, Bonnie?- troskliwy głos mojego brata pozwala mi się uspokoić.
-Dobrze, tylko..- wstrzymuję na chwilę oddech.- Kostka mnie boli.
-Jest mocno zbita.- wyjaśnia.
-Och.. Ale po co te bandaże?- pytam.
-Jak mówiłem, mocno zbita.- uśmiecha się.
-Przepraszam.
-Za co? To moja wina. Zemdlałaś w parku, a ja zacząłem panikować.- poważnieje.
-Nie.. Gdybym wtedy nie wybiegła ze szkoły.. Nie byłoby takiego problemu.- wzdycham spuszczając wzrok.
-Nie przejmuj się.- znów uśmiech gości na jego twarzy.- Chodź, tata jest obok.
   Stefan chwyta mnie pod rękę i powoli zaczynamy iść w kierunku drzwi. Szybkie szarpnięcie klamki i już jesteśmy na zewnątrz. Dochodząc do sali taty Stefan patrzy na mnie. Rozumiem co chce przez to powiedzieć. Kiwam głową. Chcę tam wejść. Chłopak tylko się uśmiecha, po czym wprowadza mnie do pokoju i sadza na krześle stojącym najbliżej łóżka. Patrzę przez łzy na ojca. Jego wzrok jest pusty, a sam tata gaśnie. Patrzy w sufit. Dla niego nas tu nie ma. Przykre, lecz prawdziwe. On naprawdę się martwi.. Chociaż nie powinien. Od dzieciństwa ma kłopoty z wrażliwością. Lub raczej z emocjami..
Chwytam go za rękę i lekko nią trzęsę. Nic.
-Tato..- szepcze.
Zero reakcji.
-Tato.- mówię to bardziej zdecydowanie.
Nie odpowiada.
-Tato!- krzyczę mu wręcz do ucha.
Lekko odwraca głowę, po czym patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Co ty tu.. wy tu.. my tu..-jąka się.
-Znów przywieźli cię do szpitala. Przyszliśmy cię odwiedzić.- wymuszam mały uśmiech.
-Jak to?- dziwi się.
-Nieważne..- Odpowiadam bezradnie wpatrując się w brata.
   Mijała godzina za godziną. Tata leżał w łóżku pytając co chwilę jak to się stało. Tłumaczenie na nic nie pomogło. Co z nim? Chyba jego psychika szwankuje. W trakcie kolejnej rozmowy o tym, jak go zabrano do szpitala, powiedzieliśmy mu o naszym postanowieniu. Ojciec setki razy wypowiedział "Ale po co? ; A co to? ; Bezpieczne?". Koniec końców zgodził się ostatecznie na naszą decyzję. Oświeciło go, gdy już mieliśmy zamiar wyjść.
-Ale kto.. kto z wami zostanie?- pyta.
-Może ciocia Brenda?- proponuje brat.
-Nie.. Lepiej, żeby była to ciocia Penny. Ona jest bardziej odpowiedzialna.- stwierdzam, po czym ruszam w kierunku drzwi.
-Tak..- szepcze tata.

   Uczyć się historii to jak kazać ślimakowi w ciągu minuty przebiec kilometr. I jeszcze ten jutrzejszy piątek! Jeremi, ja, biblioteka, matma... Och.. Same okropieństwa mnie czekają. W sumie Jeremi nie jest najgorszy. Nie, stop! O czym ja, do cholery, myślę? Nieważne. Skupmy się na ważnej wojnie. Bitwa o Anglię i bla, bla, bla.. Chyba umiem? Tak, to pewne. Cóż.. Chowam książki do torby, po czy sięgam po laptop. Tylko czterdzieści kilka powiadomień i dwadzieścia trzy wiadomości. Świetnie. Dlaczego to spotyka mnie? Hmm.. Moment. Molly napisała: Spotkamy się jutro przed szkołą? Muszę ci coś ważnego powiedzieć! xx. Katerina: Wiesz, nie dziwię się, że przyjaźnić chcesz się tylko z Molls. Obie jesteście siebie warte i, tak á propos, płytkie! -.-. Bradley natomiast pytał się o bal. Pewnie, pójdę, Brad.  Reszta wiadomości się powtarza : Od kiedy Brad się tobą interesuje? Zmusiłaś go do tego! Nie daruję!
Wspominałam, że Brad należy do szkolnej drużyny futbolowej?

-Halo?- przykładam słuchawkę telefonu do ucha.
-Bonnie, ja nie wytrzymam!- po drugiej stronie, zgaduję, Molls.
-Co tym razem?- marszczę brwi.
-Wyjdź na chwilę, proszę..- mówi.
-Okej, ale gdzie się..?
-Idź tak, jakbyś szła do mnie. Spotkamy się w połowie drogi.- przerywa mi.
-Jasn..- zanim zdążę coś odpowiedzieć, po drugiej stronie słyszę ciągły sygnał. Nienawidzę, kiedy ktoś mi robi takie coś.
   Wkładam znoszone, białe all stary i jesienny płaszczyk. W końcu tej jesieni nie jest zbyt ciepło. Wybiegam z domu, krzycząc do Stefana, że wychodzę, po czym ląduję na chodniku. Dziura w spodniach! Świetnie, jeszcze zdarłam sobie kolano, które rozpaczliwie krwawi. Noga piecze przy poruszaniu się, ale obiecałam Molly. W końcu jednak dostrzegam czarny kucyk dziewczyny w oddali i jej nowiuteńkie miętowe all stary. Kiwa do mnie i zaczyna biec. Ja kuśtykam w jej kierunku z krzywym uśmiechem i zakrwawionymi spodniami.
-Hej. Muszę pociągnąć cię aż do par.. Co ci się stało?- wskazuje na nogę.
-Och.. To nic. Wywaliłam się na chodniku.- przyznaję, cała czerwona.
-Spoko. Obyś wytrzymała.- uśmiecha się, po czym zaczyna prowadzić mnie szybkim krokiem do parku. Gdy w końcu znalazłyśmy się na najbliższej ławce, kazała obiecać, że nikomu nie powiem.
-Więc.. Chyba.. No ten teges..
-Wysłów się po prostu. Oblej mnie swoim żalem.- uśmiecham się do niej.
-Pierwszy raz.
-CO?- wstaję oszołomiona nie zwracając na ból kolana.- Molly, jesteś..
-Tak wiem. Nieodpowiedzialna, za młoda, głupia.. Słyszałam to w mojej głowie tysiące razy.
-Jak to się stało.. Znaczy, z kim? Kiedy?- pytam siadając z powrotem.
-No więc, znasz Ricka z trzeciej c?
-Kojarzę..
-Więc, z nim.
-Ze starszym o rok? A nawet dwa?
-O rok.- poprawia mnie.- Dotychczas byliśmy tylko przyjaciółmi, ale w końcu poszłam do niego wczoraj, zaczęliśmy się zwierzać sobie ze swoich problemów i nagle.. No wiesz.. Pocałowaliśmy się i przeszło to w seks.
-Ale Molly!- krzyczę.
-Cii.. Proszę, nie mów nikomu.- błaga.
-Jasne, tylko że.. zabez..
Nie muszę kończyć. Molly kiwa głową.
-Spoko.
Wkładam ręce do kieszeni płaszczyka i ruszam do domu. Molly woła mnie, ale jestem już daleko. Jak mogła? Jest młoda.. Za młoda!

-Stefan?
-STEFAN?!- krzyczę coraz głośniej, ale nie słyszę żadnej odpowiedzi.
Idę do góry i otwieram drzwi jego pokoju. Nie, chwila, co..?
-Ste..?- wchodzę i zatrzymuję się jak wryta.-Co ty wyprawiasz?
-Cześć, Bonnie. Um, yyy?- podnosi się zasłaniając kołdrą. Na łóżku cała czerwona ze wstydu dziewczyna, starająca się z powrotem naciągnąć na siebie pościel, którą Stefan się okrył.
-Chodź na chwilę, Stefan.- mówię poważnie.
Stefan bierze pierwszą rzecz jaką zobaczy w pobliżu i zasłania się nią. Wychodzimy na korytarz, zamykając za sobą drzwi.
-Co ty do cholery wyprawiasz?- pytam.
-Nic.
-Co?- wytrzeszczam oczy.- Jak to nic? Widziałam, co robiłeś!
-To po co pytasz?- przygryza wargę.- Zabawiałem się, jak widać.
-To przestań. Robisz to w nieodpowiedniej chwili. Czy ona w ogóle jest pełnoletnia?
-Wyluzuj nudziaro. Ona jest w moim wieku.
-Czyli jednak nie. Tak myślałam.- odchodzę.
Patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Aha..- odwracam się stojąc w drzwiach mojego pokoju.- Nie jestem nudziarą, a ty się lepiej ubierz.- uśmiecham się złośliwie.
Pokazuje mi język, a po chwili wraca do swoich czterech ścian.
Wchodzę i rzucam się na łóżko. Biorę telefon do ręki. Siedem nieodebranych połączeń od Kateriny i dwa od Molly.
Proszę, zadzwoń do mnie. Wybacz, że to zrobiłam.. Chwila słabości.
Wiadomość od Molly, a zaraz po niej od Kat.
Co się dzieje? Obie z Molly unikacie mnie, a ja nie wiem o co chodzi! Zadzwoń i mi wytłumacz.
Katrina jak zwykle narzeka na wszystko. Jej egoizm zniszczył przyjaźń między nami a nią. Chyba przyjaźń z Molls również dobiega do końca. Mój szok jest nie do opisania. Po prostu koniec..

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozdział 1

    Szara, zwykła codzienność bardzo przytłacza. Patrzę na zegarek. Dopiero siódma.. Szkoła zaczyna się za półtorej godziny. Wstaję i powoli zbliżam się do szafy. Nie mam zbyt wielu ładnych rzeczy. Sięgam po pierwsze ciuchy jakie zobaczę. Wybrałam granatową bluzkę z dekoltem i długim rękawem oraz czarne jeansy. Idę do łazienki. Boże, jak ja wyglądam, myślę. Zaledwie wczoraj myłam włosy, a wydają się tłuste. Rozczesuję je i myję zęby. Muszę jakoś wyglądać.. Zdaje się, że wczoraj było rozpoczęcie roku szkolnego. W rzeczywistości jest październik. Smętny, deszczowy dzień.
  Schodzę na dół i napotykam mojego brata. Ma smutną minę..
-Dzień dobry..-Mówię niepewnie.-Co się stało?
-Tatę zabrali do szpitala.-wzdycha.
-Jak to.. znowu?- pytam.
-Tak.
Bez dalszych niepotrzebnych słów bierze plecak i znika za frontowymi drzwiami. Powinnam już dawno przywyknąć, że zabierają tatę do szpitala.. Minęło już pół roku odkąd mama postanowiła zniknąć. Wyjechała w "delegację", ale w rzeczywistości każdy wie, że znalazła innego. Ojciec w ciągu tych kilku miesięcy dostał poważnego załamania nerwowego. Codziennie w nocy, przy zasypianiu, słyszę jego cichy płacz. Od niedawna uważa, że jego życie straciło sens. Tak bardzo kochał matkę, a ona potraktowała go jak powietrze.
    Biorę pieniądze ze stołu, które zostawił mi Stefan. Zakładam plecak i ruszam do szkoły. Mimo, że mam jeszcze sporo czasu, podążam dalej..
-Hej, Bonnie!- słyszę cieniutki głosik Molly za plecami. Od niedawna zaczęłyśmy się przyjaźnić.
-Cześć, Molls.- wzdycham.
-Co jest? Znów się martwisz..- patrzy na mnie ze smutkiem.
-Mojego ojca znów zabrali do szpitala. On nie ma już czym i dla kogo żyć.- szepczę.
-Och.. Rozumiem.- kiwa głową.
-Jeśli mogłabyś.. Chciałabym przejść się sama.
-Jasne..- odpowiada bezradnie i wraca z powrotem do domu.
Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo zazdroszczę jej, że ma normalną matkę. Wypierała się tysiące razy, ale w głębi duszy myślę, że również tak uważa. Spacer ulicą dobrze mi zrobi. Nie jestem w stanie rozmyślać nad tym wszystkim.. Zwłaszcza teraz. Przed sobą widzę moją drugą przyjaciółkę- Katerinę.
Idzie z jakimś chłopakiem. Zaraz.. to jest Bradley. Co Brad i Katerina tu robią? Wydaję mi się to podejrzane. Jednak nie będę się w to zagłębiać. Wystarczy mi przeżyć na dziś. Dyskretnie przechodzę na drugą ulicę i kieruję się w stronę szkoły. Wejdę oczywiście od tyłu, bo nie chcę spotykać nikogo.
Szybki przerzut nóg przez płot, zeskok.. i już jestem na terenie szkoły. Na szczęście jest tu wejście do biblioteki. Nie jestem fanką czytania, ale będzie dobrze, jeśli spędzę czas przy książkach. Taaak.. Przez matkę straciłam wiarę w siebie i wszystko, co dotychczas miałam. Wchodzę powoli i cicho do pomieszczenia pełnego książek i zaszywam się między regałami. Wybrawszy książkę siadam na podłodze opierając się o szafę i powoli czytam kolejne strony.
   Zadzwonił dzwonek. Koniecznie muszę wyjść, bo się spóźnię. Nie wyobrażam sobie wchodzić i przy całej klasie recytować sztukę Szekspira, co zdarzyło mi się nie raz. Poszczególne fragmenty.. Biegnę, aż w końcu staję przed samym profesorem Clamy. Nauczyciel poświęca wiele czasu poezji i tym podobnym.
-Prze.. Przepraszam, pana, panie profesorze.
Zerknął na mnie podejrzliwie.
-Następnym razem uważaj Greyman.- warczy.
Jest dla mnie nie miły, bo raz za spóźnienie kazał mi recytować kawałek Hamleta, a ja kompletnie go nie znałam.
-Bonnie!- ktoś wydziera się z tyłu. Ignoruję.
-Bonnie!- kolejny krzyk.
-Bonnie Greyman!- nie wytrzymuję i odwracam się.
-Czego?
-Ej, chciałem tylko ci się o coś zapytać.-mogłam nie być taka wredna i oschła. To Bradley.
-B-Brad?- pytam nie wierząc własnym oczom.
-Wybacz.. Nie powinienem.-bełkoczę, po czym chwyta mnie za rękę.
-Jestem rozkojarzona, to moja wina.- szepczę. Brad jest najładniejszym chłopakiem w szkole i interesuje go moja osoba?
-Nie szkodzi.- zdaje się, jakbyśmy byli sami..- Chcesz iść ze mną na bal w ten czwartek?- uśmiecha sie i patrzy na mnie swoimi błękitnymi oczyma.
-Nie wiem.. Zastanowię się, okej?- pytam.
-Nie ma sprawy. Widzimy się..?
-Na długiej przerwie.
-Na długiej przerwie.- Uśmiecha się i odchodzi.
   Nadszedł czas historii. Dawno nie byłam pytana, więc na wszelki wypadek wyjmuję zeszyt i idę kupić śniadanie w sklepiku szkolnym.
-Dzień dobry. Co podać?- pyta znudzonym głosem sprzedawczyni.
-Bułka z szynką, może być.- odpowiadam.
-Wyszły.- robi coś, co przypomina złośliwy uśmieszek.
-A co jest?
-Bułka z serem. pomidorem i sałatą.
-Okej.
Podaję jej pieniądze, po czym odbieram torebkę z jedzeniem. Przemierzam wolno korytarze.. Idę do biblioteki. Muszę wypożyczyć książkę o wojnach w Anglii. W końcu londyńskie szkoły chcą uczyć o wojnach, ale pomijając tych, którzy pomagali. Idiotycznie. Kieruję się w stronę schodów i już prawie dotykam klamki, gdy..
-Hej, Bonnie.. Unikasz mnie?- Nie, nie, nie! Tylko nie Katerina.
-Cześć.- przygryzam wargę, kładąc rękę na biodro.
-Wszystko dobrze?- pyta mierząc mnie wzrokiem.
-Możliwe.
-Co ci się stało?! Jesteś wredna, od kiedy twoja matka wyjechała!- krzyczy.
-Uspokój się. Najlepiej odejdź.- odwracam wzrok, żeby nie powiedzieć o jedno słowo więcej.
-Nie. Najpierw wytłumacz mi, czemu ty i Molly odtrącacie mnie? Każda z was unika mnie na swój sposób, a ja mam tego serdecznie dość!
-Powiedziałam IDŹ STĄD!- krzyczę najgłośniej jak tylko potrafię.
-Dobrze. Szukaj innej naiwniaczki, która zacznie się z tobą kumplować!
Tak. Super. Nie moja wina, że wkurza mnie swoim gadaniem o tym, jaką ona ma świetną matkę. Mogłaby być mniejszą egoistką! Ciągle słyszę Bonnie, to.. Bonnie, tamto.. Bonnie, to siamto.., Bonnie..!. Mam jej serdecznie dość. Ciągle mówi o sobie, nie zwracając na nikogo innego uwagi. Odwróciwszy się szarpię klamkę i wchodzę do biblioteki. Konieczne muszę znaleźć tę książkę. Oby został jeszcze jakiś.
-Przepraszam, jest książka na temat wszystkich wojen, które zostały przeprowadzone w Anglii?- podchodzę do przemiłego bibliotekarza imieniem Robert.
-Jasne. Proszę.- wręcza mi książkę.- Ostatni egzemplarz, Bonnie.- uśmiecha się.
-Mogłabym pouczyć się w bibliotece? Przynajmniej przez kilka minut..-pytam.
-Oczywiście, Bonnie. Tu jest wolne miejsce.- wskazuje krzesło obok Jeremiego.
Siadam na miejscu i otwieram zeszyt.
-Hej, mogłabyś podać mi tamtą książkę?- pyta nieśmiało Jeremy.
-Dobrze.
   No! Umiem cokolwiek. Teraz jeszcze wystarczy przeczytać kilka stron na temat którejś wojny.
Taaak. Nuda. Ale profesor nigdy nie odpuści takiego wyczynu. Prawdopodobnie dziś będzie moja kolej na udzielanie odpowiedzi i zbłaźnienie się przed całą klasą. Greyman w akcji. Powinnam wziąć nieprzygotowanie do lekcji dzisiejszej, ale nie chcę.
   Piętnaście minut przerwy sprawiło, że umiem więcej niż przypuszczałam. Już mam zamiar odejść od stołu, kiedy powstrzymuje mnie ręka Jeremiego. Szczerze powiedziawszy, boję się go. Jest dziwny. Bardzo.
-Huh?- mruczę.
-Bonnie, słyszałem, że jesteś całkiem niezła w matematyce.
-Um, matmie? Nawet.
-Udzieliłabyś mi kilku prywatnych lekcji?- pyta nieśmiało bawiąc się palcami.
-Jasne. Gdzie?
-Chociażby tutaj, w bibliotece.
-Nie ma sprawy. Może być w.. hm.. piątek o piętnastej?- pytam.
-TAK!- niemalże krzyczy, a jakiś uczeń czytający o historii Londynu ucisza go długim ciiiii.
-To na razie.- mówię i wybiegam z biblioteki. Dzwonek był już dawno, a pan Catcher wpadnie w szał, gdy zobaczy mnie wchodzącą do jego klasy po dryń. Biegnę ile sił w nogach, ale do sali jeszcze daleko. W końcu Molly łapie mnie na korytarzu i ciągnie za sobą.
-MOLLY! DOKĄD MNIE CIĄGNIESZ?- krzyczę zdenerwowana.
-Nieważne.
-Jak to?
-No tak.
Nic więcej nie mówię, bo nie ma to najmniejszego sensu. Molly zaciągnęła mnie na lekcje historii jej tajnym skrótem. Niebywałe! Nigdy nie ujawniła nikomu drogi.
-Chodź. Pójdźmy do ostatniej ławki.- szepcze pod klasą.
-Jasne.
Siadamy cicho i patrzymy na nauczyciela niosącego mapę Wielkiej Brytanii. Przez klasę przechodzi dzień dobry, po czym milkniemy i czekamy na wywołanie do odpowiedzi. Trzymam kciuki, żebym to nie była ja. Niestety.
-Panna.. Greyman.- mówi spoglądając przez wielkie okulary na długim nosie. Siwe kępy włosów na głowie i groźny wyraz twarzy sprawiają, że wygląda na chamskiego, chodź w rzeczywistości jest inaczej. Może i jest surowy, ale chce nas jak najlepiej nauczyć czegokolwiek.
-Możesz wracać na miejsce.- mruczy pod nosem, gdy dotarłam już na środek.
-Dlaczego?- pytam zdziwiona.
-Chcę aby to pan Marcus Collins wystąpił na środek mówiąc mi o najstarszej wojnie.
-Dziękuję.- uśmiecham się, po czym siadam.
   Wyciągam telefon i piszę SMS'a do Stefana. Zrywam się z dwóch ostatnich lekcji, piszę. Po chwili przychodzi SMS od niego. Ja też. Trzeba iść do taty i powiedzieć, że wysyłamy go do jakiejś kliniki. Nie mogę na niego patrzeć, gdy jest w takim stanie. Stefan zawsze był wrażliwy. Teraz również. Szybko mu odpisuję. Okej, czekam przy automatach.
   Nie minęło kilka minut kiedy w ciągu przerwy znalazłam się przy automatach. Muszę dowiedzieć się czegoś o mojej matce. Nie mogła tak po prostu wyjechać. Tata obstawiał trzy powody :
a. Porwanie
b. Zdrada
c. Ucieczka
Najbardziej wiarygodne są b. i c. Kiedy wreszcie zjawi się Stefan? 
-Nareszcie. Myślałam, że nie przyjdziesz.- opieram się o automat z przekąskami.
-Wybacz. Musiałem coś załatwić.- wzdycha patrząc mi w oczy.
-Co takiego?
-Nieważne.- odpowiada.
-Tak. Zawsze nie chcesz mi powiedzieć! Liczą się tylko twoje sprawy! Nie wiesz nawet jak ja się martwię!- krzyczę, po czym biegnę. 
Nie zdołałam nawet dotrzeć do bramy, kiedy jakaś silna ręka mnie zatrzymała. Powinnam wiedzieć, że jest to ręka Bradleya, który chce usłyszeć odpowiedź. 
-Tak?- pytam zdołowana.
Nie odzywa się, tylko wpatruje we mnie oczekując odpowiedzi.
-No dobrze.- odpowiadam po chwili namysłu.
-Okej. O ósmej pod twoim domem?
-Jasne..- Nawet nie wiesz jak bardzo tego chcę. Sarkazm. Troszeczkę nie w porę, Brad.
Chłopak macha mi na pożegnanie, a ja dziękuję Bogu, że Stefan jest daleko ode mnie krzycząc, żebym się zatrzymała. Nie słucham. Biegnę dalej.. Łzy wypełniają moje oczy. Co jest tak ważne, czego nie mogę wiedzieć? Niedługo wyjdzie, że mój brat to morderca, a ja psychopatka. Błagam! O czym ja myślę? Muszę tylko przebiec przez park i będę w szpitalu.
-Auuu!- zawyłam, wywracając się na wilgotną glebę. 
Tak blisko budynku, do którego chciałam się dostać, a tu nagle zabolała mnie kostka. 
-Bonnie.- słyszę za sobą poważny głos mojego brata.- Prosiłem, żebyś poczekała. 
-Nie mogłam.- odwracam wzrok, pocierając kostkę.
-Bonnie!-krzyczy.- Słuchaj mnie, jak do ciebie mówię!
Chwyta moje nadgarstki i postawia na nogi. Moja kostka boli. Tak piekielnie! Na pewno ją skręciłam.
-Auuu!- niemal płaczę z bólu.
-Nie udawaj tylko chodź.-mówi zdecydowanym głosem.
Nic więcej nie mogę zrobić. W pewnym momencie nie wytrzymuję i padam na twarz widząc zupełną ciemność przed oczami. Jedynie małe światełko. 

~~
Mam nadzieję, że pierwszy rozdział wam się podoba. ;) 

piątek, 12 kwietnia 2013

Witam ;)

Cześć. Jestem Julia i chciałabym zacząć swoje kolejne opowiadanie. Tym razem bardziej normalne i bardziej realistyczne. Ta opowieść będzie głównie o trudnym życiu nastolatki. Zachęcam do czytania. :)
Postaram się ubarwić moje opowiadanie lub nadać trochę bardziej straszny wyraz. Narracja jest w czasie teraźniejszym, pierwszoosobowa. Myślę, że większości osób będzie odpowiadała. ;3
Do zobaczenia. ;)