piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 2

   Powoli otwieram oczy. Znajduję się w jakimś jasnym pomieszczeniu. Mam na sobie swoje ubranie.  Uczucie, że ktoś na mnie patrzy, lekko przeraża.
-Jak się czujesz, Bonnie?- troskliwy głos mojego brata pozwala mi się uspokoić.
-Dobrze, tylko..- wstrzymuję na chwilę oddech.- Kostka mnie boli.
-Jest mocno zbita.- wyjaśnia.
-Och.. Ale po co te bandaże?- pytam.
-Jak mówiłem, mocno zbita.- uśmiecha się.
-Przepraszam.
-Za co? To moja wina. Zemdlałaś w parku, a ja zacząłem panikować.- poważnieje.
-Nie.. Gdybym wtedy nie wybiegła ze szkoły.. Nie byłoby takiego problemu.- wzdycham spuszczając wzrok.
-Nie przejmuj się.- znów uśmiech gości na jego twarzy.- Chodź, tata jest obok.
   Stefan chwyta mnie pod rękę i powoli zaczynamy iść w kierunku drzwi. Szybkie szarpnięcie klamki i już jesteśmy na zewnątrz. Dochodząc do sali taty Stefan patrzy na mnie. Rozumiem co chce przez to powiedzieć. Kiwam głową. Chcę tam wejść. Chłopak tylko się uśmiecha, po czym wprowadza mnie do pokoju i sadza na krześle stojącym najbliżej łóżka. Patrzę przez łzy na ojca. Jego wzrok jest pusty, a sam tata gaśnie. Patrzy w sufit. Dla niego nas tu nie ma. Przykre, lecz prawdziwe. On naprawdę się martwi.. Chociaż nie powinien. Od dzieciństwa ma kłopoty z wrażliwością. Lub raczej z emocjami..
Chwytam go za rękę i lekko nią trzęsę. Nic.
-Tato..- szepcze.
Zero reakcji.
-Tato.- mówię to bardziej zdecydowanie.
Nie odpowiada.
-Tato!- krzyczę mu wręcz do ucha.
Lekko odwraca głowę, po czym patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Co ty tu.. wy tu.. my tu..-jąka się.
-Znów przywieźli cię do szpitala. Przyszliśmy cię odwiedzić.- wymuszam mały uśmiech.
-Jak to?- dziwi się.
-Nieważne..- Odpowiadam bezradnie wpatrując się w brata.
   Mijała godzina za godziną. Tata leżał w łóżku pytając co chwilę jak to się stało. Tłumaczenie na nic nie pomogło. Co z nim? Chyba jego psychika szwankuje. W trakcie kolejnej rozmowy o tym, jak go zabrano do szpitala, powiedzieliśmy mu o naszym postanowieniu. Ojciec setki razy wypowiedział "Ale po co? ; A co to? ; Bezpieczne?". Koniec końców zgodził się ostatecznie na naszą decyzję. Oświeciło go, gdy już mieliśmy zamiar wyjść.
-Ale kto.. kto z wami zostanie?- pyta.
-Może ciocia Brenda?- proponuje brat.
-Nie.. Lepiej, żeby była to ciocia Penny. Ona jest bardziej odpowiedzialna.- stwierdzam, po czym ruszam w kierunku drzwi.
-Tak..- szepcze tata.

   Uczyć się historii to jak kazać ślimakowi w ciągu minuty przebiec kilometr. I jeszcze ten jutrzejszy piątek! Jeremi, ja, biblioteka, matma... Och.. Same okropieństwa mnie czekają. W sumie Jeremi nie jest najgorszy. Nie, stop! O czym ja, do cholery, myślę? Nieważne. Skupmy się na ważnej wojnie. Bitwa o Anglię i bla, bla, bla.. Chyba umiem? Tak, to pewne. Cóż.. Chowam książki do torby, po czy sięgam po laptop. Tylko czterdzieści kilka powiadomień i dwadzieścia trzy wiadomości. Świetnie. Dlaczego to spotyka mnie? Hmm.. Moment. Molly napisała: Spotkamy się jutro przed szkołą? Muszę ci coś ważnego powiedzieć! xx. Katerina: Wiesz, nie dziwię się, że przyjaźnić chcesz się tylko z Molls. Obie jesteście siebie warte i, tak á propos, płytkie! -.-. Bradley natomiast pytał się o bal. Pewnie, pójdę, Brad.  Reszta wiadomości się powtarza : Od kiedy Brad się tobą interesuje? Zmusiłaś go do tego! Nie daruję!
Wspominałam, że Brad należy do szkolnej drużyny futbolowej?

-Halo?- przykładam słuchawkę telefonu do ucha.
-Bonnie, ja nie wytrzymam!- po drugiej stronie, zgaduję, Molls.
-Co tym razem?- marszczę brwi.
-Wyjdź na chwilę, proszę..- mówi.
-Okej, ale gdzie się..?
-Idź tak, jakbyś szła do mnie. Spotkamy się w połowie drogi.- przerywa mi.
-Jasn..- zanim zdążę coś odpowiedzieć, po drugiej stronie słyszę ciągły sygnał. Nienawidzę, kiedy ktoś mi robi takie coś.
   Wkładam znoszone, białe all stary i jesienny płaszczyk. W końcu tej jesieni nie jest zbyt ciepło. Wybiegam z domu, krzycząc do Stefana, że wychodzę, po czym ląduję na chodniku. Dziura w spodniach! Świetnie, jeszcze zdarłam sobie kolano, które rozpaczliwie krwawi. Noga piecze przy poruszaniu się, ale obiecałam Molly. W końcu jednak dostrzegam czarny kucyk dziewczyny w oddali i jej nowiuteńkie miętowe all stary. Kiwa do mnie i zaczyna biec. Ja kuśtykam w jej kierunku z krzywym uśmiechem i zakrwawionymi spodniami.
-Hej. Muszę pociągnąć cię aż do par.. Co ci się stało?- wskazuje na nogę.
-Och.. To nic. Wywaliłam się na chodniku.- przyznaję, cała czerwona.
-Spoko. Obyś wytrzymała.- uśmiecha się, po czym zaczyna prowadzić mnie szybkim krokiem do parku. Gdy w końcu znalazłyśmy się na najbliższej ławce, kazała obiecać, że nikomu nie powiem.
-Więc.. Chyba.. No ten teges..
-Wysłów się po prostu. Oblej mnie swoim żalem.- uśmiecham się do niej.
-Pierwszy raz.
-CO?- wstaję oszołomiona nie zwracając na ból kolana.- Molly, jesteś..
-Tak wiem. Nieodpowiedzialna, za młoda, głupia.. Słyszałam to w mojej głowie tysiące razy.
-Jak to się stało.. Znaczy, z kim? Kiedy?- pytam siadając z powrotem.
-No więc, znasz Ricka z trzeciej c?
-Kojarzę..
-Więc, z nim.
-Ze starszym o rok? A nawet dwa?
-O rok.- poprawia mnie.- Dotychczas byliśmy tylko przyjaciółmi, ale w końcu poszłam do niego wczoraj, zaczęliśmy się zwierzać sobie ze swoich problemów i nagle.. No wiesz.. Pocałowaliśmy się i przeszło to w seks.
-Ale Molly!- krzyczę.
-Cii.. Proszę, nie mów nikomu.- błaga.
-Jasne, tylko że.. zabez..
Nie muszę kończyć. Molly kiwa głową.
-Spoko.
Wkładam ręce do kieszeni płaszczyka i ruszam do domu. Molly woła mnie, ale jestem już daleko. Jak mogła? Jest młoda.. Za młoda!

-Stefan?
-STEFAN?!- krzyczę coraz głośniej, ale nie słyszę żadnej odpowiedzi.
Idę do góry i otwieram drzwi jego pokoju. Nie, chwila, co..?
-Ste..?- wchodzę i zatrzymuję się jak wryta.-Co ty wyprawiasz?
-Cześć, Bonnie. Um, yyy?- podnosi się zasłaniając kołdrą. Na łóżku cała czerwona ze wstydu dziewczyna, starająca się z powrotem naciągnąć na siebie pościel, którą Stefan się okrył.
-Chodź na chwilę, Stefan.- mówię poważnie.
Stefan bierze pierwszą rzecz jaką zobaczy w pobliżu i zasłania się nią. Wychodzimy na korytarz, zamykając za sobą drzwi.
-Co ty do cholery wyprawiasz?- pytam.
-Nic.
-Co?- wytrzeszczam oczy.- Jak to nic? Widziałam, co robiłeś!
-To po co pytasz?- przygryza wargę.- Zabawiałem się, jak widać.
-To przestań. Robisz to w nieodpowiedniej chwili. Czy ona w ogóle jest pełnoletnia?
-Wyluzuj nudziaro. Ona jest w moim wieku.
-Czyli jednak nie. Tak myślałam.- odchodzę.
Patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Aha..- odwracam się stojąc w drzwiach mojego pokoju.- Nie jestem nudziarą, a ty się lepiej ubierz.- uśmiecham się złośliwie.
Pokazuje mi język, a po chwili wraca do swoich czterech ścian.
Wchodzę i rzucam się na łóżko. Biorę telefon do ręki. Siedem nieodebranych połączeń od Kateriny i dwa od Molly.
Proszę, zadzwoń do mnie. Wybacz, że to zrobiłam.. Chwila słabości.
Wiadomość od Molly, a zaraz po niej od Kat.
Co się dzieje? Obie z Molly unikacie mnie, a ja nie wiem o co chodzi! Zadzwoń i mi wytłumacz.
Katrina jak zwykle narzeka na wszystko. Jej egoizm zniszczył przyjaźń między nami a nią. Chyba przyjaźń z Molls również dobiega do końca. Mój szok jest nie do opisania. Po prostu koniec..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz