___
-Bonnie!- słyszę piskliwy głosik Lexi dochodzący z kuchni. Jak zawsze wie, kiedy mnie zawołać.
Wywracam oczami i zmierzam w kierunku kuchni. Nie pozawalam sobie na jakiekolwiek przywitanie jej.
-Słucham?- mówię wściekle.
-Nie ważne.- Lexi wyraźnie ma dosyć moich humorów, z powodu czego wymyka mi się złośliwy uśmieszek.
-Mów co chciałaś..- ponaglam.
-Weź to i zejdź z moich oczu.- wręcza mi kawę i tosty.
-Jestem tylko o rok młodsza od ciebie, a zachowujesz się, jakbyś była moją matką.. A przypominam ci, że nią nie jesteś!- warczę i podchodzę do stołu, po czym siadam na krześle.
-Wiesz jaki jest twój problem?- krzyżuje ręce na piersi.- Nie potrafisz pojąc, dlaczego wszyscy dookoła się od ciebie odwracają.
Wywracam oczami po raz setny dzisiaj i podchodzę do niej wskazując na nią palcem.
-Nie będziesz mi rozkazywać. Wiesz, tak w ogóle, nie słucham się szmat.
-Co powiedziałaś?- chwyta mnie za nadgarstek.
-Słyszałaś.. Ou.. Przykro ci?- śmieję się.
W tym momencie coś pęka w Lexi i daje mi w twarz. No.. Tego bym się po niej nie spodziewała. Cóż, myślałam, że zacznie mi coś wytykać, ale uderzenie to lekka przesada.
-Au!- krzyczę, a łzy spływają po moich policzkach.
Słyszę jak Stefan zbiega z góry.
-Co jest?- patrzy na mnie, a potem na nią.- Lexi, Bonnie..?
-Ona mnie uderzyła, bo powiedziałam, że nie jest moją matką.- trzymam płonący policzek ręką.
-Lexi?- Stefan nie okazuje litości i patrzy na nią z gniewem w oczach.
-Nie wiem.. Ja.. To była chwila, a ona nazwała mnie.. szmatą.- popłakała się wychodząc z pomieszczenia.
Stefan podszedł do mnie i pomógł mi wstać. Najwyraźniej Lexi jest wprawiona w zadawaniu bólu.
-Nic ci nie jest?- przytula mnie.
-Nie.
-Nie powinienem był akceptować jej w tym domu. Nie będzie dłużej tu mieszkać.- wzdycha i wychodzi, a ja znów zostaję sama.
___
-Bonnie!- słyszę swoje imię gdzieś daleko. Nie jestem w realnym świecie. Ja znajduję się w swoim..
-Bonnie!- krzyk powstrzymuje mnie od myślenia o tym całym gównie. To Brad. Świetnie, jeszcze jego mi trzeba.
-Słucham?- pytam poirytowana.
-Chciałem zapytać, czy się zastanowiłaś i..
-Brad, nie.- odpowiadam.
-To fajnie, wpadnę po ciebie o.. Czekaj, co?
-Powiedziałam nie, Bradley.
-Bonnie.- śmieje się nerwowo.- Nie możesz mnie spławić.
-Nie? To patrz..- uśmiecham się i odchodzę.
Czuję na sobie ciężki wzrok przepełniony gniewem i.. bólem. Nie mogę iść na imprezę z nim.. W ogóle nie pójdę.
Pospiesznie wchodzę do klasy i siadam na miejscu.
-O!- złośliwy uśmiech panny Carter, profesorki od angielskiego.- Kogo do nas przywiało? Dawno nie gościłaś na mojej lekcji, Bonnie.. Thomson.
-Pani Carter.. Niech pani zaczyna, do jasnej cholery, lekcje, zamiast prawić mi kazania.- wywracam oczami, a żałosna dupa Carter znika mi z oczu.
-Bonnie.- cichy szept.
-Czego?
Jakiś chłopak podaje mi karteczkę.
Jesteś żałosną dziwką, Bonnie Thomson. Może liczysz na błogosławienie z mojej i Kat strony. Mylisz się, Thomson. Popisy sobie daruj, bo to, co z tobą zrobimy, będzie o wiele.. wiele gorsze. Twoja kochana Molly. Giń suko. -.-, czytam. A kto nie inny jak ta szmata. Wstaję z ławki na co natychmiast reaguje pani Carter, a oczy innych ludzi skierowane są na mnie.
-Dokąd się wybierasz, moja panno?- wskazuje na miejsce, z którego wstałam.
-To zajmie tylko chwileczkę. Moja koleżanka rzuca mi groźby i oszczerstwa. Muszę się z tym uporać.- uśmiecham się sarkastycznie.- Molly, wstawaj. Twoja tania dupa oberwie!
Molly wstaje i natychmiast podchodzi. Haha.. Ta żałosna cipa myśli, że mnie pokona? Zobaczymy.
-Tylko na tyle cię stać, Henderson?- pluję jej w twarz.
Molly wymierza mi cios, którego unikam. Natomiast dostaje ode mnie bolesnego kopniaka w piszczel oraz spoliczkowanie. Nie mia za co Molls.
-Pierdol się.- rzuca w moją stronę, pocierając policzek.
-Nie odpowiem, bo zniżę się do twojego poziomu.
-Natychmiast do dyrektora, Thomson, Henderson!- patrzy na nas oszołomiona Carter. Lecz po chwili jej twarz znów objęta jest ścisłą ochroną złości.
Przemierzamy w ciszy korytarze. Molly utyka, dyskretnie ocierając łzy. Wiem, że nie było to mądre posunięcie, ale musiałam odpowiedzieć. Nie mogę być wiecznie obrzucana ich atakami.
Nagle Molly osuwa się na podłogę, sycząc z bólu.
-Wstawaj, Henderson.- warczę, idąc dalej.
-Chyba złamałaś mi nogę, idiotko!- odpowiada, wstając.
Wzruszam ramionami i otwieram drzwi gabinetu pana Petrovy. Nie będzie zadowolony na nasz widok..
-Dzień dobry, młode damy. W czymś mogę pomóc?- uśmiecha się wskazując dwa fotele przy biurku.
-Profesorka Carter nas tu wysłała, panie dyrektorze.- Molly stara się ukryć ból na twarzy, ale marnie jej to wychodzi.
Dyrektor blednie na całej twarzy i nabiera surowego wyrazu. Oczy płoną gniewem. Zazwyczaj Carter wysyła do niego tylko osoby przeklinające, czy walczące po środku klasy. My zrobiłyśmy obie te czynności.
-Zakładam, że to nic miłego.- wzdycha.
___
-Dzień dobry, dyrektorze.- słyszę głos mojego brata wymieszany z głosem mamy Molly.
-Wulgaryzm, pobicie.. Cztery tygodnie kozy i dodatkowo sprzątanie łazienek.
Stefan kręci głową, matka Molly prawie zapada się pod ziemię, a dyrektor patrzy na nas smutnym wzrokiem.
-Mogę zabrać Bonnie?
-Jasne..
Zza Stefana wyłania się Lexi i zatrzymuje go chwytając za rękę.
-Idź, ja z nią porozmawiam.- uśmiecha się.
Teraz jestem jej bardzo wdzięczna, tylko nie wiem, co ona tu robi. Nieważne. Ratuje mi tyłek. Myślę, że zacznę z nią wszystko od nowa.
Wychodzimy na korytarz. Z twarzy dziewczyny nie da się nic wyczytać. Zero emocji.
-Czemu to zrobiłaś?- słyszę.
-Popatrz.- daję jej przeczytać karteczkę od Molly.
Po dłuższym czasie oddaje mi z powrotem świstek, po czym uśmiecha się.
-Rozumiem skąd się u ciebie wzięło tyle złości. Stefan nieźle się wściekł, ale udało mi się go uspokoić. A tak a propos.. Pogodziliśmy się.
-Przepraszam cię, Lexi. Robisz dla mnie tyle rzeczy, a ja zachowuję się jak suka.- rzucam się w ramiona dziewczyny. Po chwili razem się śmiejąc, idziemy ku wyjściu ze szkoły.
-Zaczynamy wszystko od nowa, tak?- pyta, trzymając się za brzuch.
-Oczywiście.- uśmiecham sie.
-Co wam tak wesoło?- wcina się głos Stefana. Czuję, że jest zły.
-Daj mu tę karteczkę od Molly..- dziewczyna ma teraz powagę wymalowaną na twarzy.
-I co? Nadal się wściekasz?- sprzedaję mu kuksańca w brzuch.
-Nie..- przyznaje Stefan.- Ale na przyszłość przyjdź z tym do mnie lub Lexi.
-Jasne.- kiwam głową ze zrozumieniem.
-Może pójdźmy na lody?- proponuje Lexi.
~~
Przepraszam, że tak długo pisałam ten rozdział, ale zaczęłam cierpieć na brak weny. :c
Mam nadzieję, że wam się podoba. Pytanie z mojej strony : Co planują Kat i Molly?
+ Wiem, że rozdział jest krótki, ale postaram się o dłuższe. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz